Rekord.

                 Absolutny rekord.

Wczoraj byłam na wizycie kontrolnej w szpitalu. I wszystko, WSZYSTKO załatwiłam w 1,5 godziny. Znaczy się: bla, bla, bla z profesorem, pobranie krwi, siku do kubeczka, a także zdjęcie rentgenowskie protezy łokciowej. Z tą protezą zaczyna niestety być „coś” nie tak. Boli i co nieco na niej urosło. Naprawdę. Ja to potrafię cuda czynić.

              Ale ad rem. Czyli można, można, można!!!!!!! w szpitalu „komplet” załatwić nie marnotrawiąc na to pół dnia.
Alleluja.

Czy?

Czy. Czy mówiłam

 Że smutno?
 Że boli?

 

 Czy mówiłam

 Że kochałam?

 Ze żyletka cięła mocno?
 Że tęskniłam

 Że płakałam?

 

 Czy ktoś słyszał?

 Czy zadzwonił?

 Czy ktoś pomógł?


 Czy naprawdę dużo chciałam?

 

Tobie to jest fajnie.

                 Bardzo fajnie nawet.Tak mi właśnie jest, czego dowiedziałam się z wczorajszej rozmowy telefonicznej z dawną przyjaciółką z Polski. Dlaczego mi tak fajnie? „Gdyż sobie siedzę na d*pie w cieplutkim domu, pachnę, nic nie robię, a kasa sama mi leci”. Wow. To dopiero jest życie. Z*jebiste znaczy się. 

              Ale tak w zasadzie to nie mam na co się oburzać, twierdzi mój mąż. To przecież wszystko jest najprawdziwsza prawda. Dom jest faktycznie ciepły. Fakt. Jakoś nie wiem na czym innym niż na d*pie można by ewentualnie w miarę wygodnie siedzieć. Nic nie robię. Fakt. Mamy to szczęście, że u nas samo się sprząta, gotuje, prasuje….itd. A porządek mam w genach. Tylko okien nie myję i ciągle czekam na Osho713, który obiecał je umyć. Parole, parole, parole….. .No a to, że jako inwalida I grupy nie mogę pracować zawodowo nie ma znaczenia. Ani to, że w międzyczasie nauczyłam się, biegle w mowie i w piśmie, 4 języków obcych także nie. Pachnę? Pewnie, chociaż niestety nie zawsze. Mało powiedziane: ja pięknie pachnę. Na perfumy jestem w stanie wydać (prawie) każdą kasę i faktycznie ta ostatnia sama szczodrze spada nam z nieba. Taki lajf. Nawet Bill Gates przy nas to pikuś.

Więc o co tak w zasadzie mi chodzi?

Hmmm?

              Rozmowy ciąg dalszy:” Podczas gdy oni (ona i mąż) harują w TEJ z*sranej Polsce za marne grosze”.

               To harowanie, w jej przypadku, to akurat 8 godzin zajęć ze studentami tygodniowo. TYGODNIOWO. Mój mąż codziennie pracuje więcej. No, ale, ale nie zapominajmy o wyczerpującej pracy naukowej. Przez te wszystkie lata pracy (ponad 20) stworzyła 4 artykuły. Imponujące. Ja, Proszę Szanownego Państwa, nie urodziłam się wczoraj; znajoma wykłada historię architektury i nikt mi nie wmówi, że trzeba nieustannie się do takich akurat zajęć przygotowywać.


              No i te marne grosze. Z tych maleńkich, o pomstę do nieba wołających dochodów, dorobili się wielkiego domu z wielkim ogrodem w dużym, uniwersyteckim mieście. Do tego posiadają spore mieszkanie w centrum tegoż miasta, które wynajmują studentom. Za darmo, I presume. O tych tam trzech samochodach i regularnych wakacjach w ciekawych miejscach na świecie nie wspominam.

               Chyba nie muszę dodawać, że rozmowa była miła, przyjacielska i totalnie bezinteresowna. Zupełnie niezwiązana z tym, że za dwa miesiące jadą na wakacje do Anglii i chcieliby się u nas na jakiś czas, po drodze, zatrzymać.

No to nara.


           Idę sobie trochę popachnieć w kosztownych, niezwykle eleganckich ciuchach nie zapominając o założeniu tych wszystkich ogromniastych diamentów na palce.

Tak przygotowana poczekam na przyjście naszej służby.


„Nieziszczone przyjaźnie,

lodowate światy.

Czy wiesz,że przyjaźń trzeba

współtworzyć jak miłość?

Ktoś w tym surowym trudzie

nie dotrzymał kroku.

A czy w błędach przyjaciół

twej winy nie było?”

 

(W.Szymborska).

 

Apel do Rzeczywistości.

Zrzędzę.

Tak sobie.

nastrój mam taki jaka aktualnie panuje tutaj pogoda. „Chmurno, durno, nieprzyjemnie” więc. I nie, nie jestem w żadnej depresji, ale jakoś tak żyć markotno. Nie śpię, smędzę się z kąta w kąt bez żadnego celu. Wyglądam okropnie. Wrrr.

znowu, znowu, znowu jestem sama. Mąż tym razem w Kuwejcie. Swoją drogą, obserwuję jak pogoń za pieniędzmi na badania naukowe zmieniła drastycznie swój kierunek. Kiedyś była to głównie Europa oraz USA, a dzisiaj w przeważającej mierze są to bogate kraje arabskie. Tam jest kasa, klasa (społeczna) a także totalny brak zorganizowania, arogancja i lenistwo. Chiny zaś sposorują tylko i wyłącznie Chiny. Wrrrr.

nasila mi się awersja do bloga i do blogowania. Wrrr.

w najbliższych dwóch tygodniach czekają mnie trzy wizyty w szpitalu u trzech różnych specjalistów. Wrrr.

kupiłam sobie, bez przymierzania, przecudny jasnoniebieski płaszczyk i…..nie pasuje. Ponieważ był przeceniony nie mogę go ani oddać, ani wymienić. „Lata są, a rozumu nie ma” – mawiał mój ojciec. To akurat pasuje dla mnie jak ulał. Wrrr.

 – remont domu byłby już ukończony gdyby nie nierzetleność dostawców. Nihil novi sub sole? Niestety. „Moi” robotnicy ( z wyraźnym żalem zresztą) opuścili mnie na jakiś czas. Jaki? Tego nikt nie wie. No bo niby kto i niby skąd ma coś wiedzieć. Wrrr.

wszystko mnie boli tak jak bolało. A nawet jeszcze bardziej. Aż warczeć się nawet nie chce.

dzisiaj rano, z niewiadomego powodu, nie dostarczono mi codziennej, ukochanej gazety i miałam kłopot zjeść śniadanie bez niej. Wrrr. Śmieszne? Pewnie tak, ale przyzwyczajenie to jednak przyzwyczajenie.

                 Wielce Szanowna Rzeczywistościo mogłabyś czasami JEDNAK spełnić moje oczekiwania.

 

Oda do szala.

 Oda.Szale, szale

 Kocham szale

 Czy jest taki

 Co ich nie ma prawie wcale?

 

 I codziennie

 Rozwiązuję dylematy

 Biały?
 Czarny?
 Lub ten w kwiaty?

 

 Bo bez szala nieprzyjemnie

 Trochę chłodno

Trochę wietrznie

No i nie jest bardzo pięknie. 

 

Piękne szale dla kobiety

Szale macho dla faceta

Jak się szale zaplątają

To gotowa jest podnieta.

 

Szale, szale

Szale kocham

Gdy ich nie ma

Cicho szlocham.