Skrzydełko motyla.

 Skrzydelko.Delikatnie

 Jak skrzydełko motyla

 Mnie dotykaj.

 

 Szepcz mi do ucha

 Rzeczy piękne.
 I wcale nie szkodzi

 Że nieprawdziwie.

 

 Delikatnie

 Jak skrzydełko motyla

 Głaszcz moje włosy.


A ja będę patrzeć ci w oczy

I się zanurzę

Z rozkoszą

W twoim podziwie.

 

A tymczasem….. 9

                ……… w Holandii było, tradycyjnie zresztą, bardzo pięknie. Wielkie, przestronne plaże, wiatr no i +18°. Pod koniec października! To informacja szczególnie dla tych, którzy twierdzą, że klimat się nie zmienia. Przestrzeń i morze razem tworzą zgrabny duet kojący moje nerwy i duszę. Taki rodzaj balsamu podarowany mi przez naturę.

               Mało turystów o tej porze roku, w przeważającej ilości Niemcy i Belgowie, gdyż właśnie w tych krajach dzieci miały tydzień wakacji. Ferie według mojej opinii zupełnie bezsensowne, gdyż rok szkolny niedawno się zaczął i nie wierzę, już wszyscy uczniowie i nauczyciele potrzebują wypoczynku.

             Zaliczyliśmy JEDEN (!) dzień deszczu powitany zresztą z ulgą. Zaczęłam bowiem czytać biografię Sophii Loren i powiem, że czyta się ją z przyjemnością.
Czy ja kiedyś wspominałam, że lubię i biografie i autobiografie?

               Na plaży trochę biegających swobodnie psów i kopiących z zapałem dzieci. Tylko w samych t-shirtach o tej porze roku! Dzieci wyraźnie zadowolonych, zachwyconych i rozbawionych. Bardzo fajny widok.

               W pewnym momencie zobaczyłam jednak kuriozum: rodzinę jakby z innego świata. Mama cała (no prawie cała) w złocie, w super opiętych na całkiem sporym d*psku spodniach, tata obwieszony do granic ludzkich możliwości najnowocześniejszymi zdobyczami techniki, ubrany jak do restauracji i kroczący dostojnie z obrażoną miną, oraz dwóch chłopców około 10-12 lat w grubych, puchowych kurtkach, czapach i szalach na dodatek jedzących obrane i pokrojone jabłka. Pewnie nie jabłka, a jabłuszka. Zawsze mi się wydawało, że dzieci w tym wieku mają jednak zęby! Na dodatek własne i zdrowe.

Intuicja mnie nie zawiodła. Polacy.

Różnica kulturowa?

A może także powód tego, że przeciętny Holender ma prawie 2 m wzrostu, jest krzepki i dobrze zbudowany, a przeciętny Polak dokładnie odwrotnie?

              Dzieciom naszych Holenderskich przyjaciół (ku mojemu przerażeniu zresztą), kiedy były małe zamarzały w nieogrzanym pokoju posikane pampersy. I co? Dzieci wyrosły na dorodne i zdrowe stworzenia.

              Ot, to chyba tyle. Wypoczęłam i relaksowałam się trochę, a teraz z lubością słucham wiertaki na moim dachu.

Niemoc ciała……

                       ……. proszę Państwa, nie bójmy się do tego przyznać, wpływa na niemoc duszy. Ostatnio jakoś trudno mi się skupić i sklecić kilka zdań pod rząd. Podziwiam tych, którzy produkują „coś” prawie codziennie. Taki na ten przykład Osho713.

A ja?

                Najchętniej zakopałabym się w jakieś mysiej norze gdzie nikt by mnie nie znalazł. A być może nawet nikt by mnie nie szukał. Kto wie?

 „Pytania są niebezpieczne,
Nie ruszaj ich, będą spały.
Zapytasz – zbudzisz, i znacznie więcej
Niż myślisz pytań powstanie”.
  (Johnathan Carroll)

I siedziałbym tam sobie na wieki wieków.

Ale nie da się.

Amen.

             Codzienne zmuszanie się do funkcjonowania, albo do quasi funkcjonowania jest naprawdę niezwykle męczące.
No cóż. W chorym ciele chory duch. Ale w zdrowym duch jest zawsze zdrowy?
Nie sądzę.
No właśnie. Przysłowia jednak nie zawsze sa mądrością narodu. Z wyjątkiem tego, że „jak się żony nie bije, to jej wątroba gnije”. Ja mam wątrobę zdrową, jakby co.

No i takie tam bla, bla, bla….. .

 

The truth.

The truth. Przyszła baba do doktora

 Proszę pana

 Jestem chora.

 Lekarz głową poobracał

 Tu obejrzał

 Tam pomacał

 I powiedział:

 Proszę pani

Pani ciało

Jest do bani.

Tu lekarza nie potrzeba

Zmiłowania nieba

Trzeba.


Baba się zafrasowała

Się zmartwiła

Popłakała.

I do Boga powzdychała.


Wielki, dobry Panie Boże

Może chociaż ty pomożesz?

Pan Bóg głową poobracał

Tu obejrzał

Tam pomacał

I powiedział

Proszę pani

Tu choroby

Ani, ani.
Jesteś zdrowa, gibka, giętka

Jesteś zdrowa jak sarenka.

Jak to? Jak to?
Zapytała.
A opinia konowała?

 

Mądry starzec się sfrasował

Brodę potarł

Głowę oparł

Wyrok podał.

 

Zapamiętaj dziecko przecie

Wiele prawd jest na tym świecie.

 

O przemijaniu.

               Skończył się wrzesień, mój powiedzmy przyrodniczo najbardziej ulubiony miesiąc, i jestem jak zwykle wtedy nostalgicznie nastrojona. Minęło kolejne lato, zaczyna się kolejna jesień, choroba żre mnie jak żarła. Jest wprawdzie otumaniona lekarstwami, ale idzie dziarsko do przodu. O przyszłości staram się mało myśleć. „ Jeżeli nie ma jutra, to dzisiaj jest stracone, bo wobec braku przyszłości wszystko traci swój sens.” (z netu). Jeszcze niedawno byłam w stanie chodzić na zajęcia i studiować języki, ale i to staje się pomału niemożliwe.

Ale wszystko mija i ona także minie. Razem ze mną.

                Za mną kolejne trudy, problemy, za mną dni wypełnione niczym. Dla równowagi za mną małżeńsko, pod każdym względem, udane życie. W przeciwieństwie do niektórych ludzi w kraju, w którym się wychowałam ja uprawiam sex i nie zamierzam tego ukrywać lub przedzielać łóżka siatką.

                Tak na marginesie: ten pomysł z osiołkami należałoby sprzedać. Podejrzewam, że nawet ON wielki Woody Allen, mistrz absurdu i nonsensu czegoś takiego jednak by nie wymyślił. A kasa by się z pewnością przydała. Chociażby dla tych osiołków.

Jak widać głupota nie przemija.

                Nie przemija także nienawiść do bliźniego oraz chęć jego zabicia chociażby z tego powodu, że wyznaje inną religię.

                  Wirus Ebola podobno dotarł do USA. Może wreszcie władcy tego świata zaczną coś robić?
Dopóki umierają jacyś tam murzyni w Afryce nikt przecież nie będzie się specjalnie
przejmował.

A może ten wirus to odpowiedź natury na przeludnienie tej planety?

Oby tylko nie dotknął rasy über alles.

                 Za chwilę minie kolejny rok, pojawią się nowe zmarszczki, nowe kłopoty i problemy. Pojawią się, a jakże, nowe samotne dni i noce, a ja ponownie wyleję hektolitry łez. Pojawią się także rzeczy fajne i miłe. Za dwa, trzy miesiące skończy się remont mojego domu. Przewidzieliśmy już szerokie drzwi tak, aby zmieścił się w nich wózek inwalidzki. Pozostaje mi jedynie mieć nadzieję, że mąż będzie się nadal cieszył dobrym zdrowiem no i że……nie wymieni mnie z czasem na młodszy oraz zdrowszy egzemplarz. Pod koniec października wyjedziemy na kilka dni do ukochanej Zeelandii. Będzie, jak zwykle, bardzo przyjemnie. Tak postanowiłam. Kupię sobie pewnie nowe szale i apaszki, których najprawdopodobniej nie założę bo przecież to głupio nosić kilka szali naraz. Nihil novi sub sole.

No i po zakończeniu remontu zaadoptujemy ze schroniska nowego psiaka. Już nawet wiem jak będzie miał na imię.

 

Ot taki sobie wpis.