Podglądacz.

Ksiezyc. No i znów mnie

 Bezczelny

 Podglądał.

 W nocy.

 Najpierw kiedy zmęczona

 Spałam.


 Potem kiedy śniłam.

 Potem kiedy się kochałam.

 Rano

 Nieśmiało

 Zapukał do moich drzwi.

 A ja ponownie

 Głupia.

 Go nie wpuściłam.

 

Nie chciałam.

 

A w Polsce….

…………na przyjęciu ślubnym zapoznałam się z disco polo. Przykre doświadczenie. Nie miałam pojęcia o jego istnieniu no i szok przeżyłam dość duży. Nie wiem jak młoda para, ludzie inteligentni i wykształceni (anglistka i architekt) może mieć tak tragiczny gust.

           Dla ludzi prawdziwie kochających prawdziwą muzykę jest to prawdziwa katorga.

A może gust nie ma jednak nic wspólnego z wykształceniem?

Przysięgam, że od dzisiaj już nigdy nie nazwę mojej pisaniny grafomanią;)

              Po powrocie uśpiłam się na 16 godzin i aktualnie staram się wrócić do życia. Wysiłek jednak był za duży i moje ciało ogromnie aktualnie się buntuje.


O panujących upałach staram się jak najszybciej zapomnieć.

Aaaa…….no i dziękuję Panu Bogu i współczesnej technologii za airco na sali przyjęć.


Il matrimonio.

„Jak się żenić, to się żenić! 

to tak jak by w uniesieniu…. 

– radczyni – 
W równe nogi wskoczyć w studnie 

Nie utoniesz, nie utoniesz 

Topi się, kto bierze żonę. 

– pan młody – 
Niech się stopi, niech się spali 
byle ładnie grajcy grali, 

byle grali na wesele”. 

 

                     Pisał uwielbiany przeze mnie poeta.

Tak więc wyruszamy do kraju na wesele. Już pisałam, że się dziwię, iż ludziom chce się ten cały cyrk odstawiać, ale trudno.

                     Przygotowania do uroczystości trwały jakieś 2 lata. Dwa lata! Co za strata czasu. O kasie nawet nie wspominam. Mam nadzieję, że wśród tego harmideru, ćwiczeń tańca, próbnego ślubu i innych podobnych głupot młoda para nie zapomni o co naprawdę w tym wszystkim chodzi.

                     A ja mam sukienkę w kolorze fuksji. No ludzie. Nie wiem co mnie podkusiło, gdyż normalnie wszelkich odcieni różu nie nosze i nie znoszę. Ale teraz już za późno na zmianę.


Tak więc, bognna, baw się dobrze. (Pomimo tej sukienki).

P.S.

No i na koniec ważna informacja dla moich wszystkich, ewentualnych gości. Nie myślcie sobie, że jak zostaliście zaproszeni to będziemy was oczekiwać na lotnisku. Nie ma mowy. Nie oczekujcie przygotowanego specjalnie dla was pokoju. Nie będziemy się wcale o was troszczyć, nie będziemy karmić ani nie będziemy was poić naszym najlepszym winem. Nie pojedzie także żadne z nas po raz 100 oglądać Brukselę.

               Ot, co. „Chcieliście” być zaproszeni to sobie radźcie. 

 

Hrvatska.

                 Przejechaliśmy dokładnie 4315 km podróżując przez Belgię, Holandię, Niemcy, Austrię, Słowenię, Chorwację i z powrotem rzecz jasna. Kawał drogi, szczególnie dla inwalidy I grupy. Ale warto było.

                Chorwacja jest bez wątpienia przepięknym krajem. Widoki zapierają dech w piersiach. Często miałam wrażenie, że jesteśmy z powrotem na Sardynii. Urocze, prawie 5800 km długie, wybrzeże. Mieszkaliśmy w ślicznym domu położonym nad krystalicznie czystym Adriatykiem w pobliżu miasta Zadar. Samo miasto zasługuje na odrębny wpis. Otaczały nas lasy, cisza oraz naprawdę przemili Chorwaci.

Widok z tarasu.

Taras1.
                 

Taras2.

 

Taras3.

                Hvala, hvala, hvala za świetne autostrady, a także za dobre drogi lokalne częstokroć lepsze niż te w Belgii. Z całą pewnością lepsze niż droga prowadząca do mojego domu.

                Z czułością pielęgnowana lawenda tutaj, w Chorwacji rośnie tak sobie pachnąc przecudnie, szczególnie po deszczu. Rosną sobie także oliwki, figi i piękne, nieznane przeze mnie, kwiaty. Tak sobie człapałam po lesie wdychając po prostu z rozkoszą te wszystkie cuda.

                  Zaobserwowałam po raz kolejny ciekawy zwyczaj: w wielu knajpach sami mężczyźni w wyłącznie własnym towarzystwie gadają głośno, dużo i „obrazowo” popijając przy tym wino lub piwo w niemałych ilościach. Świetna sprawa godna propagowania na świecie, gdyż nie przeszkadzają oni tym samym swoim kobietom w pracach domowych. Naprawdę super. I po raz kolejny mój mąż ma zamiar przeprowadzić się na południe Europy.

                   Wiele Chorwatek to całkiem atrakcyjne kobiety. Sporo z nich nosi ładne, gustownie ubrania i makijaże. Urodą często przypominają Włoszki, ale są od nich znacznie szczuplejsze i bez „niskiego podwozia” (cytat).

                    Przeżyliśmy dwa szoki klimatyczne: pierwszy po przyjeździe na miejsce gdzie żar bezlitośnie lał się z nieba i było ponad 32° i drugi po powrocie do domu. W Belgii lało i było zimno jak diabli.

                    Podróż, rzecz jasna, dała mi nieźle w kość. Położyłam się do łóżka w sobotę późnym wieczorem i zwlokłam się z niego w poniedziałek późnym popołudniem.

Ale zostaną mi wspomnienia i przeżycia, których żaden gościec mi nie zniszczy. Nigdy. Przenigdy.


 

Komu w drogę…..

Ja pana z sobą zabiorę

w nieznaną podróż daleką…

Sympatia moim wyborem

powodowała poniekąd.

Na towarzysza podróży

przewidział pana mój plan –

nie będzie panu się dłużyć,

nie pożałuje pan!

 

Pomkniemy trasą przecudną

widoków, przygód i zjawisk.

Gdy troszkę będzie nam nudno,

to wtedy czymś się rozbawim.

A gdyby pchnął smutek głuchy

w niedobry serca nam stan –

dodamy sobie otuchy,

nie pożałuje pan! Nie pożałuje pan!

 

Ja pana w podróż wziąć pragnę –

pan czemu waha się przeto?

To chyba raczej jest ładne –

wyjechać z miłą kobietą?

Podróży takiej na pewno

i krajobrazu w njej zmian –

doznając rzeczy tych ze mną –

nie pożałuje pan!

 

A kiedy cel osiągniemy –

po różnych etapach wielu –

okazać może się, że my

podróżujemy bez celu.

W podróży samej jest jednak

cel piękny też w sobie sam.

Niech pan się dla niej da zjednać –

nie pożałuje pan! Nie pożałuje pan!”

 

                                                                         (Jeremi Przybora).

Ciao!!!!!!! 

 

Brak.

Brak. Nie mam już  wierszy.

 Zabrakło mi  słów.

 Czekam na  znak.

 Na iskrę bożą.


 Czekam na  wypełnienie

 Pustej głowy.

 

 Czekam na żar

 Na płomień

 Na ogień.

 

 Na uderzenie w twarz.

 

 Szklanka jest znów pusta

 Do połowy.

 

Ach, znowu ci Holendrzy.

                      W niektórych krajach na widok psa na plaży ludzie dostają paranoi, gorączki, apopleksji, anoreksji, biegunki i nie wiadomo jeszcze czego.

A tutaj proszę jaki słodki widok.

Psy.

 

Moim zdaniem typowy Holender, na równi lub nawet bardziej od swojego psa, kocha swój karawan.

 

Karawan.

 

Na koniec jeszcze malutki spacer wzdłuż kanałów…..

 

Kanal.

 

wycieczka……

 

Pociag.

 

i pytanie (nie tylko)do Artura (jeżeli to przeczyta): komu odpadł nos w tej piaskowej rzeźbie?

 

Nos.

 



                     A ja, osoba dobrze zorganizowana, zapomniałam zabrać na wyjazd worek z czystą bielizną. No super. Kupiłam więc w sklepie najtańszy zestaw 5 majtek i zestaw 10 par czarnych skarpetek. Wszystko całkiem ładne i tanie jak barszcz. I co się okazało?
Wszystkie te szmatki są naprawdę przyzwoitej jakości i chyba powinnam dogłębniej przemyśleć sens płacenia sporej kasy za droższą bieliznę.