Gdzie?

Gdzie. Uroda zbrzydła

 Nie rosną skrzydła.
 
 Wszystko już było

 Zszarzało

 Popiołem przykryło.



 Tak ciągle

 I ciągle

 I wszystko od nowa.

 

I po co?
I na co?

 

Gdzie ręka?
Gdzie głowa?

 

Chwila za chwilą

A za nią godzina.

 

Gdzie jesteś?

Gdzie się podziała ta piękna dziewczyna?



 

Nienawiść.

                     Nienawiść to straszna rzecz. Do czego prowadzi widzę wyraźnie chociażby w tutejszych wieczornych wiadomościach. Z natury jestem pacyfistyczna i przyjaźnie nastawiona do świata, ale jednak czasami ja także nienawidzę. Nienawidzę: dyktatorów, pedofilów, ludzi męczących zwierzęta, smażonej wątróbki, ostryg, flaków, wolnych komputerów. No, no nieźle. 

                 Ale najbardziej nienawidzę samotności. Tej okropnej wprost ciszy w domu, tego świętego spokoju, tego obijania się od ścian (dosłownie i w przenośni). Brakuje mi tych wielkich, czułych ramion w których mogę się praktycznie schować, przelotnego nawet dotyku, mądrych i wszystko rozumiejących oczu. Także pocałunku wcześnie rano kiedy naćpana lekarstwami jeszcze śpię. Brakuje mi nawet tego chrapania w nocy chociaż uczciwie przyznaję, że akurat bez tego mogłabym spokojnie żyć.

„Non est bonum esse hominem solu”.

                  Byle do czwartku powtarzam sobie. Byle do czwartku brzmi mantra. I wszystko wróci do normy.

                     Aaaa… do czwartku właśnie nienawidzę także Frankfurtu i wcale się nie martwię, że bardzo durnowato to jednak brzmi.

 

 

Sleeper cell.

                 Zaczęłam oglądać przypadkiem i mnie totalnie, ale totalnie wciągnęło. Nagrywam każdy odcinek i siedzę przed telewizorem zafascynowana. Nagrywam, gdyż w ten sposób mogę spokojnie przewijać reklamy.Niespodziewanie dla siebie bardzo dużo się nauczyłam o terroryzmie, o islamie i o tym jak (podejrzewam każda) wiara może z ludzi uczynić narzędzie do zabijania. Odebrałam dużą lekcję
pokory, ale także informacji o działaniach terrorystów. W filmie jest nie tylko
intrygująco zaskakująca fabuła, profesjonalna gra aktorska, ale także świetna muzyka.
Obejrzałam sobie także ciekawe miejsca nie tylko w USA, ale także np. w Arabii Saudyjskiej, Jemenie czy w Sarajewie.

               Moim zdaniem dużo lepsza seria od tak wychwalanego powszechnie nagradzanego „Homeland”.

 

 

 

 

Posiadaczka.

                      A co! Nie będzie tylko o chorobach, bólach, operacjach i szpitalach.

W ubiegły weekend spróbowałam (nieudanie zresztą) uporządkować naszą garderobę. Przy tej okazji policzyłam swoje chustki i szale, głównie szale, które kocham miłością bezgraniczną. Podejrzewam, że od urodzenia i chyba nawet w trumnie położę się z gustownym szalikiem na szyi.

Wyszło mi: 52 sztuki.

Okropne? Tak.

Dekadenckie? A jakże. Jeszcze jak.

Skandaliczne? Być może.

Powinnam się wstydzić? Nie, gdyż żadnego z tych szali nie ukradłam.

Obrzydliwie materialistyczne? Owszem.

Ale jakie fajne!!!!!

                   I jak tu nie zgodzić się z niezapomnianą Marilyn Monroe że: ”Pieniądze szczęścia nie dają. Dopiero zakupy”.





Więcej.

Miec. Spijamy życie

 Niedbale

 I szybko.

 Rzadko sączymy     delikatnie.



 Tak po kropelce.

 Pobieramy gorzkie  lekcje

 Topiąc bezradnie łzy w kieliszku  wina.

Karmimy się

Permanentnym brakiem czasu.

Zmęczeni zasypiamy

Bez jednego czułego słowa.

Chcemy

I chcemy

Mieć

Lecz nie dawać

 

Więcej.

 


Dni.

                  No właśnie. Są dni dobre, lepsze, najlepsze, złe i gorsze, a nawet tragiczne. Są takie, które chciałabym zachować w pamięci i takie, które niejako zachowują się same nawet wbrew mojej woli. Wiele jest takich, o których wolałabym, ale nie potrafię zapomnieć. Są dni na wspomnienie których łzy same leją się z oczu. Są też na szczęście takie, które wywołują uśmiech na twarzy i rozmarzenie w oczach. Niektóre chciałabym, aby trwały i trwały wiecznie…. w nieskończoność.

                 „Są takie chwile w życiu każdego człowieka, od których nawet pamięć ucieka. Lecz są też chwile, dla których trwania, warto poświęcić wieki czekania”.(z netu).


                   A dzisiaj? Za parę godzin przyjdzie mój domowy lekarz. Pogaworzymy sobie uprzejmie i pożartujemy po czym ten miły facet wkłuje mi zastrzyk w moje niewątpliwie urodziwe pośladki. Zastrzyk powoli zacznie działać powodując mdłości i niemoc całego ciała. Będę chora jak pies, osłabiona i ledwo będę się poruszać. Okropność. Wezmę więc prysznic, wyłączę telefon w sypialni, połknę tabletkę nasenną i postaram się przespać to całe zło.


I tak co tydzień.

Od wielu, wielu lat.