Różdżka.

Oto czego sobie życzę na Święta i na Nowy Rok:

 

Rozdzka. Dotknij mnie różdżką

 A będę królewną.
 Będę miała loczki

 Oraz chustkę zwiewną.

 Dotknij mnie różdżką

 A będę księżniczką.
 Będę chodzić ładnie

 Mieć sukienkę śliczną.

 Dotknij mnie proszę

 A przestanę płakać.

 Będę śpiewać, tańczyć

 Szczęście w dłonie łapać.

 

Dotknij mnie różdżką

Dotykaj codziennie

Zabierz czarne myśli

Rozwiej chmury ciemne.

 

 

Szczęścidełko.

                         Tak bym enigmatycznie i nie gramatycznie nazwała naszą aktualną sytuację.

Czy człowiek zdrowy, czy chory życie toczy się swoim rytmem. Świat nie chce się zatrzymać na mojej chorobie i skoncentrować na moich problemach.

                       Ale ad rem. Wokół ciężkie czasy, wszędzie kryzys, upadki nawet bardzo dobrych firm. Masowe zwolnienia. W sumie niewesoło. A u mnie w domu kariera mojego męża (znowu!) nabiera tempa. Nowa praca od lutego związana z dużym awansem i nowe, zawodowe, fantastyczne wprost perspektywy.

Dreams come jednak true. Czasami.

 



Ona.

 Ona.Plecy zaokrąglone

 Ręce przykurczone.

 

 Wzrok smutny

 Mętny.

 Włosy brzydko ścięte.

 Usta zaciśnięte.

 W uszach ból.

 Nieznośny szum.

 

 Brzęczy.

 

 Sobie niepotrzebna.
 Światu zbędna.

 

Szara jak popiół

Lub jak mysz.

 



Boi się wyjść z ukrycia.

 

Gdzieś wtopiona

W obojętny tłum.



Prawie niewidzialna.



Szepcze:

Nie chcę takiego życia.

 



Jak niedźwiedź.

                           Nie da się ukryć i żadne to wielkie odkrycie, że zaczyna się grudzień. Z całego serca nie cierpię.

Po pierwsze: w najbliższy weekend zacznie podobno padać śnieg. Śliczna biała pierzynka na drzewach i krzewach, i cudnie, i być może tak oczekiwane White Christmas, a dla mnie nic innego jak areszt domowy. Bo mokro, bo ślisko, bo mogę się pośliznąć i upaść…. . Szlag by to trafił. Pozostaje jedynie nadzieja, że prognoza pogody, jak zwykle zresztą, się myli.

Po drugie: zbliża się okres świąteczny. Nastrojowa muzyka, ozdoby, Mikolaje, prezenty. Uroczo i nastrojowo. Wszyscy happy. A moja dusza krzyczy STOP. Nie lubię Świąt, Nowego Roku, tych wszystkich podsumowań, powierzchownych, wielokrotnie powtarzanych życzeń „no, a tobie to przede wszystkim dużo zdrowia”, udawanej w Sylwestra radości, kiedy w środku zwyczajnie chce mi się wyć.

                         Chociaż doskonale wiem, że nie można być wiecznie dzieckiem w tym właśnie okresie tęsknię do tej małej, naiwnej dziewczynki z wielkimi, zielonymi oczami, która TAK czekała na święta. Rok za rokiem. Z tego wszystkiego tylko te oczy pozostały.

                        Najchętniej gdzieś tak w połowie grudnia zakopałbym się pod ziemią jak kret, albo najlepiej jak niedźwiedź. Mogłabym także schować głowę w piasek jak struś, ale wtedy w „resztę” byłoby mi w grudniu trochę zimno. Wyszłabym z ukrycia mniej więcej w połowie stycznia kiedy świat jako tako wróci do jako takiej normalności.

                      Tak, tak. Pomarzyć można…… chociaż podobno: “Marze­niom nie na­leży sta­wiać pop­rzeczki zbyt wysoko”. (Paulo Coelho).

 



Blizna.

 Blizna.Zostań

 Nie odchodź

 Przecież pada.

 Naleję jeszcze wina.

 

 Rozpływają się na policzku

 Słowa o miłości.

 Jest smutno

 Jest jak jest.

 

  Życie powiadasz.


 Nie wiem w czym tkwi przyczyna.

 Wbijasz kolejny kołek.

 

 Nie patrzysz.
 Nie widzisz.
 

 Nie chcesz?

 Kolejna blizna.

 

Wytrzymam?

 


MPJ.

                              Marię Pawlikowską – Jasnorzewską kochałam od zawsze miłością wierną, trwałą i bezgraniczną. W zasadzie od momentu, kiedy nauczyłam się czytać i od kiedy zrozumiałam jak cudownie i charyzmatycznie można władać słowem. Wiele z Jej wierszy znam na pamięć, wiele z nich pomaga mi przetrwać, wiele inspiruje. Jak dla mnie nie ma i nie było w polskiej literaturze wspanialszej poetki.  

                         Zakupiłam więc z biblioteki Gazety Wyborczej książkę „Wojnę szatan spłodził”. Przesyłka przyszła bardzo szybko i zgodnie z zapowiedzią.

Hip, hip hura i niech żyje Internet!

MPJ 

                   Niestety nie mogłam jeszcze zacząć lektury, gdyż książka wietrzy się na tarasie. Tak, tak. Śmierdzi bowiem niewiarygodnie i mam nadzieję, że mi się uda pozbyć „zapachu”.

 

„Są, którzy mówią: ”Kogo to obchodzi?”

Gdy się czyjś smutek nad sobą rozwodzi.
„Smutno mi, Boże!” Mogło być przerwane,

Niedokończone,

W strachu przed skrzekiem: ”Kogo to obchodzi?”