Noc.

                   Bardzo długa jest noc kiedy się nie śpi. Długo za długa. Tik, tak. Zegar niezmęczenie wystukuje uciekające sekundy, a te z kolei żłobią kolejne zmarszczki na moim ciele. Zobaczę je wyraźnie kiedy wstanie słońce i lustro po raz kolejny „prawdę mi powie”.

                  Tik, tak, tik tak odbija się echem w mojej znużonej głowie. Do rana jeszcze całkiem daleko.

 

Pozdrawiam niemogących spać.

 



Uśmiech. 12

                                Ułatwia życie i otwiera wiele drzwi i to nawet dosłownie. Pomimo choroby, cierpienia, pomimo tych 27 operacji i pomimo tego wszystkiego, co mi to moje cudowne życie przynosi wydaje mi się, że jestem osobą pogodną i wesołą. Staram się uśmiechać „do każdej chwili uśmiechać, na dzień szczęśliwy nie czekać”. Kiedy jest bardzo źle to zamykam się sama ze sobą i cierpię raczej w samotności. Uśmiecham się nawet do tej swojej choroby, gdyż wydaje mi się, że ją w jakiś sposób obłaskawię. Albo, że jej pokażę, że to ja jestem górą jakkolwiek śmiesznie to może brzmieć. Staram się nie eksponować moich problemów, nie zadręczać innych nimi, nie opowiadać o nich godzinami. Zdarza się, że w niektórych towarzystwach, werbalnie, to ja jestem najzdrowsza. Paranoja. Zauważyłam, że wiele ludzi bardzo lubi opowiadać o swoich chorobach, wyolbrzymiać je i często dochodzi do swego rodzaju konkurencji. No cóż….

                               Ostatnio jednak mój uśmiech został brutalnie i bezpardonowo zlikwidowany z mojej twarzy.

– nasz serdeczny przyjaciel, mężczyzna w sile wieku i w apogeum swoich możliwości życiowych dowiedział się o powrocie raka. I to w formie bardziej agresywnej niż 3 lata temu kiedy przebył bardzo poważną operację i wszystkie prognozy były raczej pozytywne.

– moja osobista, jedyna siostra właśnie leży na stole operacyjnym i wykonują na niej całkiem poważny zabieg głowy. Na szczęście wg. jej własnych słów głowę ma pustą, a więc o komplikacjach nie może być mowy.

– nasi najlepsi i zarazem najstarsi (stażem, nie wiekiem) polscy przyjaciele mający nas odwiedzić pod koniec września nie przyjeżdżają gdyż stoją u progu rozwodu.

– wychodząc wczoraj wieczorem z domu znaleźliśmy naszego 85-letniego sąsiada leżącego (!) nieruchomo na środku ulicy. Zadzwoniliśmy po jego syna i po pogotowie. Sąsiad jest w stanie krytycznym i okazało się, że miał wylew. Najprawdopodobniej nie przeżyje najbliższej nocy.

Na Boga, co jeszcze?

 



Pacjentka.

Pacjentka. Bezradnie skulona

 Leży na obcym łóżku.

 Liczy

 I liczy

 Przepływające leniwie chmury.

 Białe anioły

 Krążą bezszelestnie

 Nie przynosząc ukojenia.

 Wyblakłe oczy

 W milczeniu krzyczą.

 

 Dość

 

Dość cierpienia.

 


 

Ach jak przyjemnie…..

… chorą sobie być i nie musieć okien myć. Brzmi całkiem fajnie nieprawda?

                          Nasza ulubiona M* pracowała w naszym domu przez ostanie 10 lat przychodząc dwa razy w miesiącu wykonywać większe sprzątania. Bardzo się zaprzyjaźniłyśmy i polubiłyśmy i zawsze znajdowałyśmy czas na kawę lub piwo razem. Niestety 04.08. wraca na stałe do kraju razem ze swoim chłopakiem J*. Ludzie ci harowali tutaj ciężko pracując po 12 godzin przez 6 dni w tygodniu. Zarobili całkiem dobre pieniądze i mają zamiar kupić w Polsce kwiaciarnię. Życzę im z serca wszystkie dobrego, ale żal serce ściska.

                        Nie lubię rozstań i jestem w tym kiepska. Przyzwyczajam się i do ludzi, i do miejsc, i do przedmiotów (to ostanie jest niestety zgubne dla naszych szaf). Staram się być wierna i lojalna w miłości, w przyjaźni i wobec znajomych więc rozstania są dla mnie ciężkie i zbyt emocjonalne. Ja wiem, że są konieczne i nieuniknione, ale ciężko mi się z tym pogodzić. Zresztą obie zrosiłyśmy nasze ostanie, wczorajsze spotkanie rzęsistymi łzami. Ach….. .

 

Na pocieszenie Seneka:

„Ita est: nihil perpetuum, pauca diuturna sunt; aliud alio modo fragile est, rerum exitus variantur, ceterum quidquid coepist et desinit.”

Czyli:

„Jest tak: nie ma nic wiecznego, niewiele rzeczy jest długotrwałych, a każda jest krucha inaczej. Chociaż sprawy kończą się różnie to jednak wszystko co ma swój początek znajduje także swój kres”.

 

P.S

Inicjały bohaterów zostały zmienione.

 


Gastropoda.

                            Fajna nazwa greckiego pochodzenia oznaczająca zwyczajnie ślimaki. Są dosłownie wszędzie. Na chodnikach, na trawniku, w doniczkach, w piwnicy… . Jedzą wszystko jak leci. Sypiemy specjalny, biologiczny proszek, który powinien je odstraszać, a one nic. Siedzą sobie spokojnie. Mamy i te (odrobinę ładniejsze) z domkami i te obrzydliwe bez nich.

                         Jesteśmy prawie bezradni. Jak się pogoda w najbliższym czasie nie poprawi to chyba te ślimaczyska zeżrą także i nas.


Freedom. 13

                           Mąż do niedzieli wieczora w USA, a więc mam cały weekend tylko dla siebie. Z nikim się nawet nie umówiłam ponieważ chcę pobyć sama ze sobą. W inteligentnym towarzystwie więc (precz z fałszywą skromnością).

                         Poczytam sobie, posiedzę, pooglądam i podumam nad światem i nad sobą. Czasami warto, ale nie zawsze, gdyż wnioski jakie wyciągam bywają zazwyczaj niewesołe. Nałożę również to i owo, wydepiluję tu i ówdzie uskuteczniając kosmetyczny przegląd techniczny.

                       Napuszczę sobie PEŁNĄ wannę wody i nikt nie będzie mnie sztorcował, że marnuję i wodę, i energię, i że nie jestem wystarczająco zielona podczas gdy w Afryce.…… .    

                      No i na dodatek będę grzeszyć i to ciężko. A mianowicie:

– będę czytać podczas jedzenia

– będę jeść w salonie oglądając TV

– będę chodzić w okropnym, różowym, kudłatym szlafroku aż do południa

– gdyby żył nasz zwierzak to pozwoliłabym mu spać w łóżku.


                        Muszę tylko pilnować, aby piwniczka z winem nie była za bardzo dostępna. Ot co.

 

„powlokłam lakierem paznokcie

i moje palce błyszczą

panie bądź miłościw

moim myślom

 

obrysowałam ciemną kredką powieki

i niebo gwiaździste odbija się w mym spojrzeniu

panie bądź miłościw

memu pragnieniu

 

przywitałam cię pocałunkiem

najprościej

panie bądź miłościw

mojej miłości”

 

                          (Halina Poświatowska).             

 

 

Zrozumienie.

 Zrozumienie.Zrozum, że cierpię

 I że mnie czasami

 Dla ciebie

 Zwyczajnie nie ma.

 Przebywam w przestworzach

 Zamykam oczy

 Otwieram rany

 Szybuję wysoko.

 

Staję się przeźroczysta.

 

Jedna

Druga

Kolejna tabletka

Ocala od przypomnienia.

Od chcenia

I od niechcenia.



Zrozum.

Pogłaszcz po głowie.

Gdzieś w dole czai się ziemia. 

 


Dam ci nogę….

                       ………chociaż bez niej żyć nie mogę. Brzmi śmiesznie, ale nie jest. Od kilku dni stopa spuchła mi strasznie i boli tak, że prawie nie mogę chodzić. Zupełnie nie wiem dlaczego. Obejrzałam ją dokładnie i nic nadzwyczajnego nie zauważyłam. Przykładnie i grzecznie zażywam wszystkie lekarstwa, a tu taka cholerna niespodzianka. I to na dodatek w czasie soldów. Na moją chorobę mogę jednak ZAWSZE liczyć.

                    Z tego też powodu nie śpię podwójnie w nocy, chociaż mój mąż twierdzi, że jest to nielogiczne i niemożliwe. Ale skoro istnieje to jest logiczne i możliwe.