Simply the best.

best. Kiedy skiniesz ręką

 Biegnę.


 Kiedy tupniesz nogą

 Blednę


 Gdy spojrzysz łaskawie

 Się cieszę.


 Gdy chcesz namiętności

 To po prostu grzeszę.


 Kiedy chcesz się kochać

 Się kocham.


A gdy zmarszczysz czoło

To szlocham.


Drodzy moi

Bez żartów
To teraz już wiecie

Co robi najlepsza żona na świecie.



Chałupka.

               Po prawie trzytygodniowej nieobecności jestem w domu. Nareszcie. Trochę się dziwię jak bardzo się za ta moją chałupką stęskniłam. Aktualnie podoba mi się u nas wszystko. Nawet kurz na meblach, ale wiem, że to tylko do czasu. Pewnie już niedługo zacznę kombinować co by tu zmienić. Zaległości domowe tak narosły, że w niedzielę oboje zauważyliśmy brak czystych majtek.

„Na niebotycznym modrzewiu,
modrzewiu o lekkich włosach,
który się w światła zarzewiu
kołysze, i w złotych rosach

wisi ptaszęce gniazdko –
gniazdko, skorupka orzecha –
domek, nad drzwiami strzecha,
strzecha ze słońca gwiazdką.

Wysoko, wysoko, wyżej,
wyżej, niż sięgnie drabina,
niż człowiek sam się wspina,
czerni się domek w mgle ryżej”.

                         (MPJ of course)

              Wyjazdy się udały, ale rzecz jasna mój gościec nie jest nimi zachwycony. Gupek jeden. Na uroczystym obiedzie na cześć mojej mamy spotkałam jakieś 100 lat niewidziane kuzynki. Pogadałyśmy trochę i pożartowałyśmy, a one potem, dwa dni później poskarżyły się solidarnie mamie, że je upokorzyłam. Ja? Czym? Ano tym, że specjalnie i złośliwie używałam w rozmowie zbyt wielu trudnych i skomplikowanych słów, aby niczego nie zrozumiały. No Matko Boska. Do dzisiaj jestem w szoku. A może to, pomimo wszystko, komplement?

            Druga część wyjazdu to przyjazne chociaż zimne jak diabli Morze Północne. Patrzyłam sobie na fale z sentymentem, gdyż dwa miesiące temu podziwiałam zupełnie inne morze, zupełnie gdzie indziej. I nie mam pojęcia dlaczego mnie to wzrusza. Chyba na starość robię się coraz bardziej i bardziej melodramatyczna. Tak nas wywiało w tej Zelandii, że oboje wróciliśmy solidnie przeziębieni. Zyskaliśmy w tej Holandii 1 godzinę z powodu powrotu do mojego ukochanego zimowego czasu.

Zdycham zresztą do tej pory.

No to sobie idę spokojnie pozdychać. W CISZY. 




Odejście rozumu.

Rozum.

 

              Tak, niestety, tak. To także jedno z oblicz gośćca. Zmęczenie, zmęczenie i jeszcze raz zmęczenie. Permanentnie. Zawsze i wszędzie. W dzień i w nocy. W niedziele, w święta i każdej powtarzam w każdej sytuacji. Czasami się dziwię, że ja jeszcze nie oszalałam. Chociaż może jednak trochę tak. Bardzo często się zdarza, że wstaję rano bardziej wykończona niż kładłam się spać wieczorem.

               Podejrzewam, że ciągły, nieustający ból potrafi wykończyć każdego. Kto o tym nie wie to powinien iść piechotą, a nawet na kolanach, do Lourdes w podzięce. Jest to bowiem piękna niewiedza i czasami niedoceniana.

              Środki przeciwbólowe działają troszeczkę i tylko na chwilę, a o ich skutkach ubocznych nie muszę chyba pisać. Na dodatek organizm się do nich przyzwyczaja i trzeba ich łykać więcej i więcej. Błędne koło.

            I tylko bardzo proszę nie pisać, że cierpienie uszlachetnia. Jest to bowiem kosmiczna bzdura. Podejrzewam, że jest wręcz odwrotnie, ale nie chcę sama siebie tutaj szkalować.

W cierpieniu rozum odchodzi. A wtedy trzeba wybaczyć wszystko. (Z netu).

Ach…..  .



Wspomnienie.

Wspomnienie. Zawiał wiatr

 I rozedrgał mi włosy.

 

 Utopiła się łza

 W kieliszku wina.

 

 Przeleciał ptak

 Rozpłakała się chmura.

 

 Zachmurzyło się niebo

 Rozgniewało się morze.

 Twoja dłoń dotknęła niedotykalnego.

 

Za rok będzie nam znowu pięknie

 

Być może.

Być może?



Nadeszła……

………już jesień
rodzi się w moich oczach .
Króluje
przez kilka miesięcy
i odchodzi
JESTEM JAK JESIEŃ
złota ,
szczera, 
ciepła, 
zimna .
KOCHAM JESIEŃ
Kiedyś przysypie mnie
liśćmi
JESTEM JESIENIĄ…
Widzę , że przemijam

 


(Maria Jasnorzewska Pawlikowska).