Archiwum dnia: 25 stycznia, 2010

Voyage, voyage. 33

                                           Qui cherche trouve, a więc, kto szuka ten znajdzie. Ofertę, korzystną do Paryża, jednak znalazłam. Trochę dziwne, bo nie na website TGV, ale w najnormalniejszej na świecie reklamie, którą zwykle bez czytania wyrzucam do kosza. Ale my, po ciężkim wysiłku intelektualnym, postanowiliśmy jechać do Lille. Nigdy tam jeszcze nie byliśmy i to w końcu zadecydowało. Na dodatek blisko i nie tracimy dużo czasu na dojazd, co w sytuacji wyjazdu weekendowego ma jednak spore znaczenie.

Co mi aktualnie pozostało?

                                           Ano prosić i błagać wszystkich znanych bogów i bożków tego świata, abym się nie rozchorowała. Jestem więc bardzo grzeczna i posłuszna. Nie grzeszę. Nie molestuję ani męża, ani psa. Palę różne świeczki i kadzidła tak na wszelki wypadek i wypowiadam zaklęcia. Jako psycholog z wykształcenia uruchomiłam funkcję positive thinking i wierzę, że za trzy tygodnie poznam nowe miasto.

Bon voyage bognna & co !