Archiwum dnia: 27 października, 2010

Skype na śmietniku życia c.d.

                                          Ponad miesiąc temu (15.09.) pisałam o przypadku bardzo ciężko chorej mojej koleżanki. No więc sytuacja się zmieniła. A. dostanie lek. Nie dlatego, że poprawiła się w Polsce sytuacja służby zdrowia, czy dlatego, że urzędnicy zechcieli Jej pomoc. Nie dlatego, że ktoś z administracji zechciał się pochylić nad chorym i potrzebującym człowiekiem. Nie, nie dlatego.

                                          Mój kiedyś bliski sercu przyjaciel zadziałał. Złamał procedury, a raczej użył swoich koneksji. Bez zastanowienia i bezpardonowo. Jest znanym i szanowanym kardiochirurgiem w dużym mieście wojewódzkim, a więc wielu, wielu ludziom zwyczajnie uratował życie i teraz to wykorzystał. Zrobił to całkowicie bezinteresownie i altruistycznie. Powtarzam to raz jeszcze: bezinteresownie i altruistycznie. A. nie widział nigdy na oczy. Otrzymał od niej bardzo skromny bukiecik kwiatów, a ja jurto wyślę butelkę dobrego szampana. Wiem, że on tego nie oczekuje, ale chcę coś, chociażby nawet symbolicznego, zrobić.

                                         Ja wiem i zdaję sobie w pełni sprawę z faktu, że działał nielegalnie, wbrew lekarskiej etyce i w zasadzie nagannie. “Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone.” Łk 6, 37. Od razu wyjaśniam także, że nikomu lekarstwa nie zabrano tylko jakimś cudem znalazły się na nie dodatkowe fundusze.

                                        Mój przyjaciel zadziałał dla mnie, w imię „dawnych, miłych, wspólnie spędzonych razem chwil”. Ach, łza się w oku kręci… . Robię się ZBYT sentymentalna na starość. Rozstaliśmy się łagodnie, no hard feelings. A facet wart jest grzechu. Przysięgam. Nadal przystojny, inteligentny, wykształcony. Sam dostał nieźle w d*** od życia. Może stąd ta wrażliwość? Pracoholizmem zabija pustkę i samotność. Zabija myśli o jedynym, ciężko upośledzonym i fizycznie, i psychicznie dziecku, i o nieudanym małżeństwie.

Apeluję zatem: utrzymujmy dobre kontakty ze swoimi dawnymi przyjaciółmi, żonami, mężami, kochankami, znajomymi. Nigdy nie wiadomo kto, co i kiedy może dla nas zrobić. Lub my dla kogoś.

 

 Cokolwiek by to nie było.