Archiwum dnia: 1 października, 2013

Ziarenko ryżu.

                              Mąż w Paryżu, a ja jestem samotna jak ziarenko ryżu. I nie jest to tym razem żaden durnowaty Bognnaszek, ale status quo. Od niedzieli, aż do piątku jestem znowu sama. I już nawet nie chce mi się powtarzać, że czuję się z tym bardzo, ale to bardzo niedobrze. I wiem, że jest to odczucie stricte psychologiczne, ale RZS wtedy znacznie intensywniej mi dokucza. Może gościec także tęskni?

                     I wiem także nie ma liczyć na to, że nagle zjawi się jakiś książę na białym (albo innej maści) koniu. Zresztą wcale nie musiałby być na koniu, może przyjechać np. Ferrari, albo Porsche. A niejaki George Clooney to może nawet przyjść na piechotę;)

Nic z tego.

                    Zresztą sprawa tęsknoty za kimś z kim się żyje od wielu, wielu lat nie jest taka oczywista. Jedna z moich przyjaciółek np. mi zazdrości tego, że jestem aktualnie sama. Jej mąż prowadzi biuro obliczania podatków, pracuje więc głównie w domu. Ona jest tłumaczem i ….pracuje głównie w domu. Twierdzi, że stała obecność może być bardziej lub równie uciążliwa niż samotność. Być może. Ja nie doświadczyłam.


                     Tak więc się posmucę, łezkę sobie uronię, wina (niestety więcej) napiję, poczytam, pooglądam i poużalam się nad sobą. I jakoś zleci.
W końcu wakacje nie mogą trwać przez cały rok.

                     W rzeczy samej  „Life is full of misery, loneliness, and suffering – and it’s also over much too soon”. (Życie jest pełne nieszczęścia, samotności i cierpienia – i do tego kończy się o wiele za wcześnie). W.Allen