Będąc w kraju poczłapałam trochę po sklepach, kawiarniach i restauracjach. Chodziłam z mamą, siostrą oraz z siostrzeńcami. Z tymi ostatnimi jako sponsor, rzecz jasna;)
I wszędzie, naprawdę wszędzie podczas płacenia pytano mnie o końcówkę lub o końcóweczkę. Ba, na lotnisku w Krakowie podarowano mi nawet z tego powodu 2 zł.
Jak to jest, że w Belgii nikt nigdy, powtarzam: nikt nigdy tej końcóweczki nie chce?
Hmmm?
Na dodatek wydaje mi się dziwne, a nawet niedyskretne, pytanie kobiety o końcówkę.
Moi siostrzeńcy takowe posiadają, każdy własną, ale ja?