Archiwum dnia: 15 listopada, 2013

Jesienny deszcz.

„O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno…

Jęk szklany… płacz szklany… a szyby w mgle mokną

I światła szarego blask sączy się senny…

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny…”


                          Pisał mistrz. A u mnie deszcz pluszcze nie tylko o szyby, ale także we wszystkich moich kościach. Nawet w tych najmniejszych. Chlup, chlup, chlup. Tak zwyczajnie pada sobie w środku. Kto nie wierzy, ponieważ tego nie doświadczył, ten ma naprawdę powód do radości.


                         Aktualnie siedzę w ciepłym domu (sama w końcu reguluję temperaturę), mam na sobie dwie koszulki, ciepły polar, spodnie i dwie(!) pary skarpet, w tym jedne tzw. skisocks, plus grube, futrzane kapcie i nadal w kościach jest mi zimno. Stopy, pomimo tych super skarpet, mam jak z lodu. Przyszło mi do głowy, że ja już chyba nieżywa jestem, albo ledwożywa, albo sama nie wiem jaka.

Okropność. Nic innego.