- chodź z nami. Dlaczego nie chcesz?
– dlaczego nic nie robisz?
– dlaczego nie dzwonisz, nie odpisujesz?
– dlaczego prawie wcale nie wychodzisz?
– dlaczego cię nie widać?
– dlaczego milczysz?
– dlaczego nie to i dlaczego nie tamto?
I jeszcze setki tych nieszczęsnych „dlaczego”. Słyszę je nieustannie.
Czasami choroba połyka całą moją energię. Wysysa ze mnie wszystkie siły i te fizyczne, i te psychiczne. Drenuje ciało, mózg i duszę. Robi ze mnie coś w rodzaju wyżętej szmaty sponiewieranej przez życie. Są dni, że ledwo starcza mi sił na wstanie z łóżka. Dosłownie.
Na piętro w naszym domu prowadzi 16 schodów, których liczba dla mnie czasami urasta do 160, 260…. . I tak od ponad 30 lat. Dzień za dniem, noc za nocą, minuta za minutą. No mercy. Precyzyjnie i bezlitośnie.
Ciągły, nieustanny, chroniczny ból skutecznie zabija chęć do życia, do zabawy, do miłości. Niweluje inicjatywę i inwencję. Wygładza mi zwoje mózgowe. Ot, takie zombi robi ze mnie, chociaż przysięgam na wszystkie świętości, że walczę z tym na ile mi mocy i łez starcza. A nawet więcej.
Oto, Proszę Państwa, dlaczego. Ponieważ jestem chora. Dlatego.