Monthly Archives: January 2018

Rozmowa telefoniczna.

                Czynność codzienna i trywialna, ale w dobie smartphonów dla niektórych chyba sens życia. Boże ileż się trzeba nasłuchać o operacjach, jelitach, nieudanym seksie, kłopotach z dziećmi i z chłopami. Wieczne i wieczne narzekania. Bla, bla, bla. Dużo, głośno i bez żenady. Rozmawiamy prawie machinalnie niewiele się zastanawiając. Paplam ergo sum.


No właśnie.
A może jednak byłoby warto?


Ale ad rem.
                   Mój mąż obchodził urodziny. W tym roku jego bratu udało się nie zapomnieć i zadzwonić z życzeniami. Wszyscy wiemy jak łatwo o czyiś urodzinach nie pamiętać; co roku inny dzień i inna data;( Ciężka, ciężka sprawa. Byłoby znacznie prościej gdyby urodziny obchodziło się zawsze w tym samym dniu.

                   Mąż odebrał telefon i, zgodnie z tutejszym bardzo dobrym zresztą i naprawdę godnym naśladowania zwyczajem, grzecznie się przedstawił. Po czym powiedział: dziękuję za życzenia, po czym dziękuję za telefon i pozdrów rodzinkę. Krótka wymiana zdań? Nic z tego. Rozmowa trwała circa 25 minut! Brat zadzwonił żeby sobie poględzić o zepsutym ogrzewaniu, o kłopotach z nadwagą, o wstrętnym kocie (brudzi strasznie w domu), o nieodpowiedzialności faceta kładącego nowe płytki w łazience…etc. Fascynujące, nieprawda? Cała rozmowa dotyczyła tylko i wyłącznie jego spraw i jego problemów. Tylko okazja do rozmowy dotyczyła mojego męża.

                    Nie padło żadne, powtarzam żadne pytanie o samopoczucie solenizanta czy o jego plany związane z urodzinami. Nic, ale to kompletnie nic. Ponieważ mój mężczyzna jest człowiekiem kulturalnym i uprzejmym nie odłożył słuchawki.


A może powinien?


Albo ja się bezpodstawnie czepiam?



RZS, a choroba nerek.

                  “Choroba nerek nadal stanowi istotny problem u chorych na reumatoidalne zapalenie stawów (RZS). Ograniczoną funkcję nerek stwierdza się u 5–50% chorych i występuje ona częściej niż w populacji ogólnej. W ciągu ostatnich dziesięcioleci obraz choroby nerek zmienił się dzięki stosowaniu wcześniejszego i bardziej agresywnego leczenia choroby podstawowej. Leki o działaniu nefrotoksycznym są wycofane lub rzadko używane. Dzięki skutecznemu zahamowaniu procesu zapalnego częstość występowania amyloidozy jest mniejsza, jak również rzadko obserwuje się inne ciężkie powikłania aktywnej choroby, takie jak zapalenie naczyń.

                    Ostra niewydolność nerek występuje obecnie bardzo rzadko, jednak przewlekła choroba nerek nadal jest przyczyną zwiększonej chorobowości i śmiertelności. Badania z ostatnich lat koncentrują się na zależności przewlekłej choroby nerek i przewlekłych chorób sercowo-naczyniowych. Zależność ta wydaje się porównywalna do obserwowanej u chorych na cukrzycę. W artykule przedstawiono wyniki badań dotyczących powikłań nerkowych u chorych na RZS z uwzględnieniem wyników badań histopatologicznych, czynników ryzyka i wskaźników uszkodzenia nerek.”

                                                           (Anna Raczkiewicz, Zbigniew Nowak, Witolld Tłustochowicz)

 



Le paradis blanc.

                     France Gall. Odeszła kolejna ikona francuskie,j i nie tylko, chanson. Piosenki popularnej, ale wysokich lotów. Wpadającej w ucho, ale nie głupiej, nie prostej czy prostackiej i bez grafomanii.

                  Francuskie śpiewanie kochałam chyba od zawsze, na równi z francuskim językiem. Niestety ostatnie dokonania tamtejszych artystów proszą o pomstę do nieba.

A oto moja ulubiona piosenka :

 

https://youtu.be/eXsox2-70VE

 

R.I.P. w le paradis blanc.



Dotknięcie.

Dotkniecie.Jak muzyka

 Czasami pianissimo

 Czasami fortissimo

 Czasami crescendo.

 Dotyka.

 Rani

 Poniża

 Łzę wyciska

 Lub boli.

 

 Drzwi otwiera

 Drzwi zamyka.

 Chorą duszę koi.

 

 Ucieka od świata

 

 Gdyż prawdy się boi.



Powrót.

                              Wróciło moje życie, a przede wszystkim wróciła moja cisza. Cisza we współczesnym świecie jest często dobrem rzadkim i, obawiam się, niedocenianym. Powszechnie jesteśmy atakowani przez hałas uliczny, nieproszoną, zbyt głośną muzykę, dzwonki telefonów, warkot samolotów, zgiełk…. itp. Zwykle tę moją ciszę w pełni doceniam, kiedy jej zabraknie. Wtedy także spostrzegam jak bardzo hałas mnie męczy.

“Cisza i wiatr moimi przy­jaciółmi, cisza ukoi, a wiatr złe myśli rozwieje”. (Z netu)

                        Czas świąteczny spędziłam bardzo fajnie, ale cieszę się, że się skończył. I chociaż starałam się kontrolować ilość połykanego jedzenia mam wrażenie, że jednak zjadłam za dużo. I przyszło mi głowy, iż jestem i pochodzę z jakieś patologii społecznej. Przeczytałam kilka artykułów o tym jak to strasznie jest spędzać święta z najbliższymi. O tym jak się koniecznie trzeba kłócić, żreć, obrażać i przeklinać. Nigdy, przenigdy ani u mnie w domu, ani w rodzinnym domu mojego męża tak nie było. I naprawdę mam nadzieję, że to jednak nie my jesteśmy tą patologią.

„Patologią społeczną nazywamy działania, które w wyraźny sposób odbiegają on norm wypracowanych w społeczeństwie, od wyznawanych w danej grupie społecznej wartości. Patologia społeczna wiąże się ze stanem zakłócenia równowagi dotąd panującej w społeczeństwie, co może skutkować osłabieniem więzi, zmniejszeniem skuteczności kontroli społecznej i innymi negatywnymi zjawiskami”. (Wiki).

                            Doskonale pamiętam urocze wigilie u moich dziadków. Powiedziałabym  nawet, że ludzie nie bardzo sobie przyjaźni właśnie w świąteczny czas starli się być dla siebie milsi niż zazwyczaj. Idem dito w rodzinie mojego męża.

                           Oczywiście już nie wypatruję pierwszej gwiazdki i nie przeszukuję domu w poszukiwaniu ukrytych prezentów (nigdy nie znalazłam), ale szacunek dla wigilii pozostał.

 

Ot, to takie sobie gaworzenie moje pod wpływem corocznej, lekkiej, noworocznej depresji.