
Słabe promyki słońca
Z trudem przebijają się
Przez brudne szyby .
Igrają beztrosko
Z kurzem na dywanie.
Kłują w oczy.
Grzeją delikatnie zziębnięte stopy.
Zalotnie muskają psią sierść.
Rozświetlają ciemne zakątki w salonie
I w duszy.
Oplatają kokonem
Skuloną postać.
I niech trwa status quo
Być tu
I zostać.