Prośba. 25

                      Gorąca.

Bardzo usilnie proszę automatycznie NIE utożsamiać niesprawności ruchowej z niesprawnością intelektualną. Naprawdę bardzo proszę tego nie robić! Szczególnie proszę tych, którzy są święcie przekonani, że oni sami przez całe życie będą zupełnie zdrowi i że np. żaden wypadek samochodowy nigdy się im nie przydarzy.

                  Nam, chorym ludziom jedno kalectwo w zupełności wystarczy.

 

Chora nie znaczy gorsza.

                                        Chora czy zdrowa, pokraczna lub nie staram się jakoś wyglądać. Będąc częstym gościem w szpitalach często widzę zaniedbanych, schorowanych ludzi. Zaniedbanych, ponieważ nie mają już siły o siebie zadbać, ponieważ nie mają już dla kogo schludnie wyglądać lub często czekają już tylko na śmierć. Wymęczeni bólem stają się apatyczni, smutni i pogrążeni w swoim świecie i w swoim cierpieniu. Przyznaję, że sama miewam, i to całkiem często, takie momenty. Generalnie moja indywidualna walka z chorobą to także właśnie ubiór, makijaż czy podążanie za kanonami mody, chociaż bez ślepego posłuszeństwa. Staram się, także w wyglądzie, jednak być sobą i nie koniecznie wyglądać jak sklonowana. Doceniam i autentycznie podziwiam indywidualny smak i gust.

 Wmawiam sobie każdego dnia, powtarzam wręcz jak mantrę, że chora nie znaczy gorsza.

Chora nie znaczy gorsza.

                                        Poruszam się z widocznym trudem, ale idę do sklepów i szukam odpowiednio pasującej apaszki, butów czy swetra. Kosztuje mnie to naprawdę sporo samozaparcia, energii i wielkiego, wielkiego wysiłku. Na szczęście nowoczesna buty ortopedyczne sa naprawdę ładne i w niczym nie przypominają tych sprzed lat. Mają jednak jedną, wielką wadę: cenę. Z uporem maniaka robię manicure i pedicure na schorowanych kończynach. Dużą wagę przywiązuję do harmonii kolorystycznej oraz do jakości ubrań. W zasadzie jestem zwolenniczką i propagatorką stylu „less is more” nie dla mnie więc wzorzyste sukienki, koronki czy zbyt duża ilość biżuterii. Jeden diament na palcu całkowicie wystarcza 🙂 Rzadko (chyba zbyt rzadko) chodzę do kosmetyczki i to w zasadzie głównie po to, aby w końcu ktoś się mną zajmował dla przyjemności, a nie z konieczności.

                                       Właśnie ostatnio zauważyłam, że wraca do łask kolor brązowy i różnorakie jego odcienie. Zawsze mi się wydawało, że brąz postarza więc raczej unikałam dość skutecznie tego koloru. Ale może warto spróbować? Bo przecież chora nie….. .

 

Leczenie bólu.

Leczenie bólu – Przewlekły ból można skutecznie leczyć

Leczenie przewlekłego bólu bez skutków ubocznych już niedługo może stać się możliwe – przekonują naukowcy ze Szwajcarii na łamach pisma „Nature”. Badacze odkryli, że potencjalnym celem takiej terapii mogą być dwie podjednostki budujące receptor GABA A w rdzeniu kręgowym. Hanns Zeilhofer wraz z zespołem z Uniwersytetu w Zurichu odkrył, że oddziaływanie lekiem na dwie podjednostki budujące receptor dla neuroprzekaźnika

 

GABA skutecznie leczy ból, a jednocześnie nie zaburza zdolności ruchowych u myszy. Naukowcy dowiedli, że taka terapia nie uzależnia i nie wywołuje tolerancji na lek, co jest poważnym problemem w przypadku większości współczesnych leków przeciwbólowych. Badacze wykazali również, że aktywność regionów mózgu związanych z emocjonalnym odczuwaniem bólu u szczurów, jest znacząco obniżona podczas leczenia nową metodą. (PAP)

 

 

Leczenie bolu.

 

 

Kanada pachnąca smutkiem.

                           Jak ośmieszany Don Kichot walczę z chorobą stojąc cały czas na straconej pozycji. I choroba, i ja doskonale wiemy kto w rezultacie jest zwycięzcą. Ona ze swej strony czasami łaskawie i pogardliwie pozwala wygrać mi jakąś bitwę wiedząc doskonale, że wojnę ma i tak wygraną. W tej nierównej walce nie dałabym rady bez wsparcia wielu, ale to naprawdę wielu ludzi.

                   Napiszę trochę o jednym z nich, a mianowicie o moim kinezyterapeucie. Poznaliśmy się jakieś 12 lat temu i od tej pory był moim niezawodnym sprzymierzeńcem. Uczył się, pomagał, angażował. Przez cały czas się dokształcał, aby wydajniej i efektywniej ulżyć mi w cierpieniu. Po każdej operacji dzwonił lub odwiedzał mnie w szpitalu. Zupełnie bezinteresownie. Zaprzyjaźniliśmy się.

                  Aaaaaa…… że co, że to nieprofesjonalne z jego strony? Być może. Niech żyje więc tego rodzaju nieprofesjonalizm. Przy okazji potwierdzam, że i owszem przyjaźń pomiędzy kobietą i mężczyzną bez seksualnych podtekstów JEST możliwa. Spotykaliśmy się regularnie około 2 – 4 razy w tygodniu i w trakcie zabiegów okazji do rozmowy było naprawdę sporo, a że oboje lubimy gadać czas mijał nam bardzo szybko. Jakieś 8 lat temu ożenił się, a ja ze swej strony dzielnie sekundowałam, jak do tej pory bezskutecznym 5 letnim, staraniom o dziecko. W międzyczasie jego żona zrobiła specjalizację z pediatrii i nie widząc dla siebie miejsca w tutejszym szpitalu rozesłała CV po całym świecie. Przyjęła propozycję z Ottawy. Wyjechała na 3 miesięczny próbny staż, który okazał się zgubny dla mnie. Po tych trzech miesiącach okazało się, że w porównaniu z kanadyjską, flamandzka służba zdrowia jest beznadziejnie skostniała, zapyziała i konserwatywna, a pacjent jest traktowany przedmiotowo. Btw, moje wrażenia są zupełnie odmienne, no ale ja nigdy nie leczyłam się w Kanadzie. W najbliższą sobotę wyjeżdżają oboje na 5 lat.

                    Pieter, jak pałeczkę, przekazał mnie swojemu koledze po fachu. Wczoraj spotkaliśmy się po raz pierwszy i chociaż pierwsze wrażenie jest całkiem pozytywne, potrzebuję czasu na oswojenie się z rzeczywistością.

                    No cóż, nie będę ukrywać, ze boleśnie przeżywam to rozstanie. Czuję jakbym straciła nie tylko znakomitego specjalistę, ale także dobrego i oddanego przyjaciela.

 

Stop.

Stop.

W oceanie łez

Rozmywa się kolor moich oczu.

 

W pogoni za wiatrem

Gubię kluczowe słowa.

W nieustającym jazgocie

Bezpowrotnie tracę sens zdarzeń.

Zaczynam się przyzwyczajać do

Małych

Nieistotnych

Symboli.

 

Pozwalam prowadzić się za rękę

Chociaż boleśnie zgrzyta kompas w mojej głowie.

 

Stop.

Wystarczy.

Życie tak boli.

 

Okiełznanie samotności.

                               Okiełznanie samotności. Science fiction? Czy to w ogóle jest możliwe?

I czy ktoś może wie jak to zrobić?

                              Próbowałam już tak w zasadzie wszystkiego. Byłam np. BARDZO zajęta. No i co z tego? Wieczorem i tak przyszedł ten tragiczny moment, kiedy samotność dopadła mnie nagle i bez żadnego uprzedzenia. Tak znienacka, kiedy prawie wydawało mi się, że to ja jestem tym razem górą. Nie pomagają spotkania z przyjaciółmi czy z rodziną. Wszyscy oni wcześniej czy później muszą przecież wrócić do swoich domów. Próbowałam kiedyś wyjechać na weekend z moją naprawdę serdeczną znajomą i chociaż wyjazd był rzeczywiście udany to i tak gdzieś w środku nocy zaczęłam odczuwać to tak dobrze znane ssanie w żołądku. Na nic dobry hotel, pejzaże, widoki, wizyta w muzeum czy smaczny obiad w restauracji.

                            Nie pomagają książki czy filmy. Ba, czasami działają wręcz odwrotnie tzn. nastrajają mnie tak kiczowato – sentymentalnie, że aż mnie litość wtedy ogarnia nad samą sobą, kiedy tak z boku na siebie patrzę. Owszem działa alkohol, ale na krótko i z wiadomymi skutkami ubocznymi. Zresztą i tak piję za dużo wina. Mam już tak prawdę mówiąc wystarczająco dużo problemów, aby jeszcze dodatkowo wpędzić się w alkoholizm.

                           No ludzie. Wyczerpałam już chyba wszystkie znane mi triki psychologiczne pomagające podobno uporać się z samotnością i nic. Napiszę więc zwyczajnie: MĘŻU WRACAJ DO DOMU.

Dentysta czy fryzjer?

                                    Tak się nie szczególnie składa, że jutro muszę iść i do dentysty, i do fryzjera. Myślę, że nie jest to normalne, że wolę iść do tego pierwszego (czyli do dentysty) niż do tego drugiego (czyli do fryzjera).

A może jednak jest to całkiem normalne?

 

Action Principles.

                            Czasami chyba każdemu trudno połapać się w dzisiejszym świecie. Czasami trudno jest znaleźć właściwą drogę w czyhających na nas pułapkach. Często brakuje nam czasu czy zwyczajnie pomysłu na życie w harmonii z sobą i w harmonii z innymi. Wart więc zajrzeć do poniższej książki i być może znaleźć jakieś rady i wytyczne dla siebie.

                           Mądrze napisana, bez pouczeń i bez niepotrzebnego wymądrzania.

 

Action.

 

 

 

 

Editorial Reviews

 Review

A path to independence, success and happiness. — 

      Product Description

The Action Principles present an outlook on how to live harmoniously yet comfortably in the modern world. They are gems of action-oriented advice that can guide us in our lifelong quest for spiritual and mental growth, health and financial prosperity. The principles evolve from the important lessons to be learned from self-reliance. The principles offer us a perspective to assess where we are and where we hope to go. There are many time tested motivational maxims embedded in the principles.

The Action Principles should help us to develop a mental and physical toughness to handle the rigors of everyday living as we work toward our goals. The Action Principles should help us to develop a mental and physical softness expressed in an inner peace from the knowledge that we are putting forth our best efforts.

 

 

Rev. David O’Connell, President, Catholic University

The Action Principles is an outstanding book that will benefit every reader. — Ross Perot

 

Dr. Denton Cooley, President, Texas Heart Institute

I love the Action Principles book! —