Krystian Zimerman.

                            Wczoraj wieczorem wysłuchaliśmy koncertu wielkiego pianisty w Palais des Beaux-Arts w Brukseli. Jak dla mnie spore wydarzenie; nie tylko rodak bowiem, ale także Ślązak :).

                            Muzyka Chopina, wiadomo, balsam dla duszy.

A sam Zimerman? Uważam, że wygląda świetnie i nic nie poradzę na moją słabość do brody. Poważny, skupiony, elegancki. Nie kokietuje, nie podlizuje się publiczności. GRA i jeszcze raz GRA. Wirtuoz najprawdziwszy i chapeau bas dla jego kunsztu. Osiem lat mojego dzieciństwa i wczesnej młodości spędziłam bębniąc w klawisze fortepianu, więc się znam (he,he). Nie cierpi także fizycznie przy fortepianie, nie umiera i nie robi dziwacznych min, co zawsze jednak mnie irytowało i rozpraszało u niektórych pianistów. Zamiast słuchać muzyki patrzyłam bowiem cały czas na te durnowate często miny.

                                 A chyba nie jest łatwo w dzisiejszych czasach zapełnić salę koncertową przy pomocy tylko muzyki fortepianowej. Nie ma żadnych efektów świetlnych, pokazów laserowych i żadnych silikonowych lalek zwanych przez niektórych artystkami. Wszystko, dosłownie i w przenośni, w rękach jednego człowieka. Tylko muzyk, fortepian i ten niewiarygodny Chopin. Współczesny widz, nawet podświadomie, oczekuje jakiś tzw. efektów specjalnych.

Sala była jednak całkowicie, do ostatniego miejsca, zapełniona.

                            Największe zaskoczenie? Zimerman jest zupełnie, ale to zupełnie siwy lub jak kto woli zupełnie biały. Taki kontrast z czarnym smokingiem robi trochę demoniczne wrażenie.

                            Piękne chwile skupienia, zamyślenia i ucieczki od tego chaotycznego trochę świata. Zasłużona w pełni owacja na stojąco na zakończenie koncertu

                           Największy zawód? Stanowczo za mało bisów.

Największy nasz sukces tego wieczoru? Udało się nam napić wina w trakcie pauzy.

W programie:

BOZAR MUSIC
 
KRYSTIAN ZIMERMAN
Dinsdag 16.03.2010 20:00
Paleis voor Schone Kunsten / Henry Le Boeufzaal
Krystian Zimerman © Hiromichi Yamamoto / DG
 
Krystian Zimerman piano
Frédéric Chopin Nocturne, op. 15/2, Sonate nr. 2, op. 35, Scherzo nr. 2, op. 31, Sonate nr. 3, op. 58, Barcarolle, op. 60
Sinds hij in 1975 de Chopin-wedstrijd in Warschau won, is Krystian Zimerman niet meer van de concertpodia te branden. Geen wonder dus dat de Poolse pianist alle aandacht vestigt op zijn beroemde landgenoot Chopin, die in 2010 precies 200 jaar geleden het licht zag. Op het programma de twee grote sonates en voorts een aantal nog in te vullen werken.
Share/Save/Bookmark

 

Klonowanie.

Klonowanie.

                                                  (Kamagurka).

                        

                 Tłumaczenie dla „pierwszego sklonowanego człowieka”:

„ Tak jakby do tej pory nie było wystarczającej liczby bezrobotnych!”.

 

Odrobina optymizmu.

                               Czuję się jakby ostatnio trochę lepiej. W zasadzie nie bardzo potrafię powiedzieć dlaczego. Nie zmieniałam żadnych lekarstw, nie dostaję też nowych. Obowiązuje mnie stara i stała procedura. Ćwiczę jedynie więcej w domu (i jak na razie wygrywam z moim wrodzonym chyba lenistwem), ale to nie może być jakąś istotną przyczyną. Wiem także, że typowe dla mojej choroby są powracające „ups” i „downs”. Ale co tam, trwaj chwilo!

Oczywiście ciągle jestem bardzo chora, słaba i zdechła, ale mniej cierpię.

                               Odważamy się nawet planować nasze wakacje. W najbliższą niedzielę zabukujemy. I nie tylko; planujemy także przyjazd w maju do Polski. Trzymam za nas kciuki.

Rzecz jasna czuję także jakby mniejszą potrzebę kontynuowania tego bloga.

 

Quasi wpis.

                         To już nudne, nawet dla mnie samej; że znowu szczęście przebywa za granicą, że znowu samotny wieczór, samotna noc i jeszcze trzy następne przede mną…. . Z drugiej strony nie jestem jakąś umęczoną samotnicą, wręcz przeciwnie jest sporo ludzi wokół mnie. A jednak, a jednak, a jednak. Wymyślam jakieś takie quasi istotne zajęcia jak chociażby pisanie tego bloga, sprzątanie, czytanie, telefonowanie. Quasi ważne zajęcia w quasi ważnym życiu.

                 A tymczasem najprawdziwsza butelka z winem do połowy opróżniona. Szkoda, że nie jest to quasi butelka.

Czy to już alkoholizm?

                Jeszcze tylko dwa łyki (przysięgam, że nie więcej) i idę spać jednocześnie popełniając przestępstwo, a mianowicie pies może spać razem ze mną. Nawet porządnego przestępstwa nie popełniam tylko znowu takie quasi.

Ok, mam nadzieję, że chociaż mój sen nie będzie quasi snem.

 

Pajęczyna.

Pajeczyna.Delikatna

Jak pajęczyna

Zwisam za oknem

Twojego życia.

 

Patrz na mnie

Podziwiaj

Jaka jestem piękna.

 

 

 

Patrz

I podziwiaj

Jak się dumnie przeglądam

W kroplach deszczu.

 

Patrz proszę

I podziwiaj

Jutro być może zniknę o zmroku

Zdmuchnięta przez wiatr.

 

Wiertarka.

                                 Dzisiaj w nocy, przez kilka godzin, miałam w brzuchu uruchomioną na całego wiertarkę. Wierciła jak szalona wprawdzie bezgłośnie, ale niezwykle intensywnie.

Pracując na pełnych obrotach doszła prawie gdzieś do kręgosłupa.

                           Bardzo trudno mi powiedzieć, czy dzisiaj żyję, czy tylko mam takie wrażenie… .

 

Naiwność.

                                   Miesiąc luty się skończył, a moja operacja się nie odbyła. Być może w marcu. Lub być może nawet w kwietniu. Wprawdzie pisałam już o tym, że uwielbiam wprost fenomen zwany procrastination, ale sytuacja zaczyna jednak trochę mnie męczyć. Nie wiem czy bać się, czy cieszyć? A może uda mi się całkowicie z tego wywinąć? Może chociaż RAZ los będzie dla mnie łaskawszy?

                                  Wiem, że takie myślenie to dowód czystej naiwności z mojej strony. Ale jak mawiał pewien przyjazny mi mędrzec: „Quod nimi miseri volunt, hoc facile credunt”.

                                Czyli „Nieszczęśliwi łatwo uwierzą w to, czego pragną”.

 

Odrobina feminizmu.

                          Odwiedziła nas moja bardzo stara przyjaciółka. Znamy się naprawdę dobrze i blisko jeszcze z poprzedniego wieku, a więc ponad 100 lat.

                         Zobaczyłam na własne oczy co z inteligentnej, czarującej, oczytanej i ciekawej świata i życia kobiety zrobił toksyczny związek. Świeci ona tylko światłem odbitym. Obsługuje, prasuje, dogadza, zgaduje myśli i spija mądrości z ust ukochanego powtarzając je (niestety) jako własne. Przylatując do nas przygotowała, zdrowemu na ciele i umyśle mężczyźnie, zestawy obiadowe na cztery dni, opisała je dokładnie i zamroziła. Ale…..zapomniała przeżuć ! Nie przygotowała jedynie obiadu niedzielnego (cokolwiek to oznacza), gdyż ten przyszła i ugotowała dla księcia jej (sic!) siostra.Taki rodzaj współczesnej niewolnicy; współczesnej, ponieważ ona sama zarabia więcej od niego. I to prawie dwa razy.

„Ależ te baby są jednak głupie” skwitował, tym razem chyba jednak nie bez podstawnie, mój mąż.

                         Przyleciała sama, gdyż on z jakiegoś tajemniczego powodu samolotem nie lata, samochodem dla niego za daleko, a autobusem zbyt męcząco. A niech żesz to!

                        Nawet w kwestii tak ważnej i wspólnej jak antykoncepcja podjął arbitralną decyzję dopuszczając (z powodów religijnych) tylko jedną, naturalną metodę regulacji urodzeń. Metoda ta, btw, tutaj zwie się „rosyjską ruletką”.

                       Moja przyjaciółka w zamian nie dostaje absolutnie nic. Żadnego wsparcia, pomocy, dobrego słowa czy czułego gestu. O takich ekstrawagancjach jak jakiś np. kwiat czy upominek nawet nie wspomnę. Jedynie raz w roku wyjeżdżają razem na tydzień w góry, gdzie on jako człowiek pierwotny dobrze się czuje.

                      Dodam jeszcze, że facet jest pod każdym względem nieciekawy, prowincjonalny i przeciętny. Naprawdę bardzo, ale to bardzo mało sobą reprezentuje. Taki zwykły d*pek jakich wielu na każdym kroku.

                     Obie, rozstając się na lotnisku, płakałyśmy, pewnie każda z nas z innego powodu. Okazało się, że zdrowa, całkiem atrakcyjna, zawodowo spełniona kobieta zazdrości tej chorej i tej, w moim mniemaniu, absolutnie beznadziejnej.

Szczęście to jednak niezwykle względna i skomplikowana rzecz.

                    I tym głęboko filozoficznym i równie głęboko odkrywczym akcentem kończę na dzisiaj.

 

Smutek.

Smutek.Spada nagle

Zawsze na cztery łapy.

Cicho i bezszelestnie.

 

Ogarnia ciało

I duszę.

 

Przygniata radość

I miłość.

 

Obnaża

Ból istnienia.

 

Cicho i bezszelestnie

Gasi pragnienia.

 

Tłumi

Blask w oku.

 

Cicho i bezszelestnie

Zabija.


Krok po kroku.