Wybaczenie.

Miłość mi wszystko wybaczy?

–         nie kochanie, musimy przełożyć wizytę u znajomych

–         trzeba dzwonić po pogotowie

–         kup “chińczyka” na obiad bo nie byłam w stanie niczego ugotować

–         nie możemy się kochać, ponieważ bardzo mnie boli

–         musimy zrezygnować z wyjazdu, koncertu, podroży, spotkania,wyjścia…. itp.

–         znowu przeze mnie nie spałeś całą noc

–         zwyczajnie oszaleję

–         chodź ze mną do lekarza, ponieważ sama się boję

–         musisz wyjść z pracy, gdyż trzeba jechać do szpitala

–         niech już to wszystko się skończy

–         nie możemy dzisiaj tam pojechać

–         litości, litości

–         trzeba jechać na pogotowie

–         ciągle chce mi się wymiotować

–         nie mogę rozmawiać

–         ubikacja jest pełna krwi

–         błagam przyjedź do domu, nie wiem co się ze mną dzieje

–         to wszystko jest bez sensu

–         za nic w świecie nie chcę ZNOWU iść do szpitala

–         nie mam już siły

–         morfina przestała działać, nie wytrzymam dłużej

–         nic tylko płaczę i płaczę

–         znowu czuję się gorzej

–         lekarstwo nie działa

–         czuję się jak sparaliżowana

–         sytuacja jest beznadziejna

–         cholera, dłużej nie dam rady

–         przepraszam kochanie, ale nie potrafię, nie mogę, nie jestem w stanie, to za trudne

–         przepraszam bardzo przepraszam kochanie, że żyję….

 


Stop. 40

                    Noga, ręka, pęcherz. Proszę chwilkę poczekać. Wyniki, no cóż nie są zachwycające. O, znowu nasza ulubiona pacjentka. Boli? Wiem, wiem, jeszcze tylko momencik. Ucho, odbyt, serce. To naprawdę niezwykle skomplikowana, poważna operacja. Trzeba koniecznie powtórzyć badania. Proszę się rozebrać. Jeszcze czegoś takiego nie widziałem. Niech pani nie płacze, błagam. Wypróbujemy nowy lek. No i już po operacji. Jest mi niedobrze. Wątroba, płuco, macica. Proszę chwilę tak wytrzymać. Uprzedzam, że będzie bolało. Może się pani ubrać. Zrobimy zastrzyk. No i co, wcale nie było tak źle. Niestety, musimy od nowa operować. Trzeba zrobić nowe zdjęcia. Mózg, palec, trzustka. Nieprzewidywalne skutki uboczne. Znowu bardzo boli. Za chwilę pani zaśnie. Jeszcze jedna chwila i po wszystkim. Jelito, dłoń, nos. Nie, to wcale nie jest normalne. Potrzebny nowy scanning. Bardzo współczuję, ale nie ma innej rady. Musimy sprowadzić inne urządzenie. Po zastrzyku przestanie boleć. Muszę jeszcze raz panią zbadać. Głowa, kość, jajniki. Operacja nie należała do udanych. Trzeba koniecznie dzwonić do profesora. Jeszcze moment. Potrzebna następna wizyta. Zadzwonimy jak będą wyniki. To powinno pomóc .Zaraz zrobimy nowy zastrzyk. Proszę się nie bać. Znowu boli. Nieznany przypadek. Jesteśmy tutaj wszyscy po to, aby pani pomóc. Oko, żyła, ramię. Proszę się tak nie denerwować. To rutynowy, nieskomplikowany zabieg. No i już po wszystkim. Nie, tego nie przewidzieliśmy. Boli?

STOOOOP.

 


Szron.

 

Szron.

 

Oszronione miejsca.

Oszronione dusze.

Oszronione ciała.

Oszronione pola………

Oszroniona ja cała.

 

Wszystko zimne,

obce.

Prawie nic nie żyje.

Tylko dusza samotna

 

beznadziejnie wyje.

 


Granica.

 

                       No właśnie, gdzie się znajduje granica ludzkiej wytrzymałości na ból, cierpienie, nieszczęście?

 Kto ustala, kiedy można ją samemu przekroczyć np. przestając się leczyć?

 Na ile wolno, uwalniając siebie od siebie, ranić tych którzy kochają, pomagają, troszczą się, martwią i wspierają?

Kto i kiedy może powiedzieć „stop”? Kto i kiedy zrozumie i uszanuje taką decyzję? I czy tak ogólnie ma to jakieś znaczenie?

                Zazdroszczę ludziom wierzącym. Tyle razy szukałam pocieszenia w religii  ale zawsze, niestety, bezskutecznie. Dla nich sprawa jest oczywista: wszystko w rękach Boga. Ale co mają zrobić tacy jak ja?  I czy ktoś musi to rozumieć i akceptować?

 

“bo dla księdza – proszę księdza – to jest wszystko takie proste

 

  Pan Bóg stworzył muchę żeby ptaszek miał co jeść

 

Pan Bóg daje dzieci i na dzieci i na kościół

 

Prosta ręka – prosta ryba – prosta sieć

 

 

 Może tak należy mówić ludziom cichym ufającym

 

Obiecywać – deszcze łaski – światło – cud

 

Lecz są także tacy którzy wątpią niepokorni

Bądźmy szczerzy – to jest także boży lud”     (Z. Herbert).

 

                 Nawet mój przewodnik duchowy Seneka mnie nie wspiera pisząc: „Quid enim est novi hominen mori, cuius tota vita nihil aluid quam ad mortem iter est?” Co się tłumaczy jako: „ Cóż w tym niezwykłego, że umiera człowiek, którego całe życie nie jest niczym innym jak tylko drogą ku śmierci?”

 

 

Gloomy Sunday.

Sunday is gloomy,
My hours are slumberless
Dearest the shadows
I live with are numberless
Little wite flowers

Will never awaken you
Not where the black coaches

Sorrow has taken you
Angels have no thoughts
Of ever returning you
Wouldnt they be angry
If I thought of joining you?

Gloomy sunday

Gloomy is sunday,
With shadows I spend it all
My heart and i
Have decided to end it all
Soon therell be candles

And prayers that are said I know
But let them not weep
Let them know that Im glad to go
Death is no dream

For in death Im caressin you
With the last breath of my soul
Ill be blessin you

Gloomy sunday

Dreaming, I was only dreaming
I wake and I find you asleep
In the deep of my heart here
Darling I hope
That my dream never haunted you
My heart is tellin you
How much I wanted you

Gloomy sunday

(Carter / s. lewis / r. seress).

 

                           To bardzo stary, żeby nie powiedzieć wprost legendarny utwór, który doczekał się naprawdę wielu interpretacji. Mnie najbardziej podoba się chyba ta. Świetnie działa jako „dosmucacz”. 

 

Kontrola.

                      Wczorajsza, kontrolna wizyta w szpitalu.

Od grudnia 2008 zostałam poddana 5 operacjom w całkowitej narkozie. W sumie daje to już 22 operacje.

                       Poprawy nie widać….. 

 

Italiani.

No tak, jest maj i wkrótce zaczynają się egzaminy. Normalnie rzecz biorąc ja zaczynałabym

panikować, pocić się, mieć biegunkę (dobre na zachowanie linii), nie spać po nocach…….. itp. Zawsze tak samo reaguję na stres. Lubię przesadzać, „wydziwiać” (jak to nazywa mój mąż), ale w życiu nie oblałam jeszcze żadnego egzaminu. Przerwałam moja edukację włoskiego. Ale sentyment pozostał. Zresztą mam nadzieje wrócić do niej od października.

I co mi pozostało? Ano nie tak wiele. Na ten przykład ogladanie włoskiej telewizji. Italiani mają rewelacyjną wprost stację telewizyjną RAI 3. Bardzo, ale to bardzo dobre programy o kulturze, literaturze, zdrowiu, poezji. Długie i wyczerpujące wywiady z mądrymi ludźmi np. ze świata medycyny. Jest to telewizja edukacyjna, ale wcale nie nudna czy sztywno dydaktyczna. Sporo dobrych filmów i dobrej muzyki. Żadnych tańców na czymś tam i innych, podobnych żenujących produkcji. Mają oni także doskonałe kino, ale nie wiem na ile dociera ono do szerszej publiczności. Nie wzruszam się łatwo w kinie, ale płakałam na „ Il cinema Paradiso” czy na „ La meglio gioventù”…. . Niezapomniane przeżycia. Jak na prawdziwego twardziela przystało, łzy w oczach miał zresztą także mój mąż. Piękna jest także włoska poezja i muzyka. O włoskim designie i o włoskiej modzie nawet nie wspominam. Bo i po co? Wszyscy wiedza i wszyscy znają.

Jako przykład dobrej wg. mnie muzyki mój ukochany Paolo Conte. Całkiem niedawno dawał dwa koncerty w Belgii, a ja po prostu przegapiłam. Do dzisiaj nie mogę sobie tego wybaczyć. Ale może jeszcze kiedyś przyjedzie?

Italia ma także historię, kulturę, a przede wszystkim architekturę, którą mogłaby swobodnie oddzielić tak z pół Europy. Mieszanka tam ras i narodowości doprowadziła do powstania, wg. mnie, zdecydowanie najładniejszej nacji na świecie. No i wreszcie la cuccina italiana! Chyba współczesny świat ( a z całą pewnością USA) umarłby zwyczajnie z głodu gdyby nie wszechobecna ekspansywność Włochów i te ich tanie pasty, spaghetti, pizze… . Ale kuchnia włoska to także kuchnia super smaczna, droga i wyrafinowana o naprawdę niepowtarzalnych smakach.

 

Ja wiem, że mają także bród, smród i ubóstwo. Nieuprzejmych oraz niekompetentnych urzędników i kelnerów, mafię, korupcję i porównywalną z Polską „klasę” klasy politycznej. Jednakże jak się, thanks God, w jakimś kraju nie mieszka to jego wady mają jakby mniejsze dla nas znaczenie. Przebywając we Włoszech tylko na wakacjach nie zwraca się uwagi na np. trudy życia codziennego. Jest to, rzecz jasna, całkiem normalne i oczywiste.

 

Tak generalnie to ten wpis miał być o tym, że całkiem fajnie jest być chorą, bo można tym stanem usprawiedliwić swoje lenistwo zarówno to fizyczne jak i to intelektulne. A niech żesz to…. .



Sąsiedzi.

 

Sasiedzi 2.

 

                                                   Sasiedzi 4.

 

Sasiedzi 3.

 

                                                   Sasiedzi 9.

 

Sasiedzi 20.

 

                         Nic na to nie mogę poradzić! Ja je po prostu uwielbiam obserwować!Wiem, że bywam niedyskretna, ale one wcale, ale to wcale się nie kryją ze swoją miłością. 

                          Zupełnie jak u Najukochańszej z ….:  

“I namiętnością gorsząc

Surową fortecę

Otwierają ramiona,

Tęskne i kobiece….”

 

Bye,bye New York.

No właśnie. Gdyby nie “plastyczna” operacja mojego brzucha wałęsałbym się aktualnie po Nowym Jorku.

 

Zaplanowaliśmy tę podroż już wiele, wiele miesięcy temu i, do jasnej cholery, musiałam odwołać. Mój mąż pojechał sam. I to nie dlatego, że mu się tak podobało tylko dlatego, że musiał lecieć w celach służbowych. Często korzystamy z tej opcji: on jedzie, bo zwyczajnie musi, a jadę przeszkadzać (głównie). Wyjazdy takie mają dodatkowo całkiem miły walor finansowy, a mianowicie płacimy tylko za jeden bilet. Sytuację troszeczkę osładza fakt, że je już tam byłam i co nieco widziałam, ale zawsze żal d*** ściska. New York jest miastem zadziwiającym i fascynującym. Bez żadnej przesady. Do dzisiaj pamiętam nocne, piątkowe wyjście   "na miasto”. „ A place to be”. Mieszanina z całego świata w jednym miejscu. Cudowna atmosfera oraz orgia barw, świateł i kolorów. Chodziliśmy zauroczeni. I ten dumny jak paw i chętnie pozujący do zdjęcia policjant.

NYPD of course.

          NYPD.

 Dzień się budzi. Niedługo lądujemy w Brukseli.

         Dzien.

 

        A teraz nic z tego. Znowu coś zawaliłam. Znowu z czegoś się nie wywiązałam. Znowu z czegoś musiałam zrezygnować. Znowu, znowu i znowu. Sytuacja taka kiedyś doprowadzi mnie do obłędu. Jeżeli już nie doprowadziła. Boże, jak trudno czasami być mną i ze mną. Mój niewiarygodny mąż wszystko rozumie i wszystko wybacza. Jedyne co musiał zrobić to skrócić pobyt ograniczając go do niezbędnych czterech dni. Jutro na szczęście wraca.

                 Gdybym tylko ja potrafiła także rozumieć i sobie wybaczać.