Archiwum dnia: 15 września, 2010

Skype na śmietniku życia.

                                       Kto zna i używa ten wie. Absolutnie super wynalazek! Szczęśliwie posiadamy znajomych na całym świecie, a także ja mam mamę i siostrę w Polsce, a więc gaworzymy sobie co niemiara. Bez żadnych konsekwencji finansowych. Skype używam do wielu lat i o ile kiedyś można było mieć spore zastrzeżenia co do jakości dźwięku i obrazu to aktualnie wszystko działa pięknie i bez zarzutu.

                             Ostatnio „skypowałam” ze swoją koleżanką z Polski. Od jakiegoś czasu poważnie choruje. Przemilczę nazwę schorzenia, gdyż nie chcę nikogo zranić. I co zobaczyłam? Starą, schorowaną kobietę. Ledwo siedzącą na krześle, prawie niewidomą i z trudem budującą zdania. Mam nadzieję, że udało mi się nie okazać strasznego przerażenia. Napisanie dwuzdaniowego maila, pełnego literówek, zajmuje jej ponad 30 minut. Jest całkowicie zależna od innych.

Niemożliwe. To jest A.? Piękna, wykształcona, inteligentna kobieta? Prawdziwy wulkan energii i szalonych pomysłów?

Niemożliwe, niemożliwe powtarzałam sobie w myślach.

                                Można by jednak jej pomóc. Jej choroba nie jest wprawdzie uleczalna, ale aktualnie istnieje lekarstwo ZNACZNIE łagodzące jej przebieg. Czasami czytam o tym na jednym z blogów i opinie są fantastyczne. A więc w czym problem? Wiadomo. Money, money, money. Ona, z jakiegoś powodu, nie załapała się do programu. Nie załapała się do programu. Ktoś tam w Polsce, w jakimś urzędzie zadecydował, że tę kobietę należy pozbawić pomocy. Ktoś jednym podpisem wydał wyrok bawiąc się beztrosko w Pana Boga. Niech zdycha sobie i nie przeszkadza nikomu (jej własne słowa). Z zasady nie przeklinam, ale w tej konkretnej sytuacji cisną mi się na usta wszystkie znane mi przekleństwa tego zasr….o świata. Powiedziano jej, że i owszem może sama sobie zrefundować leczenie. Kwota jest naprawdę ogromniasta. Z czego? Z niecałych 800 złotych renty? To ledwo wystarcza na wegetację; na rodzaj egzystencji, którego nie nazwałabym życiem.

Walcz! Pisz! Odwołuj się! Prosiłam i próbowałam zachęcić. Musi być jakieś wyjście, jakaś inna droga czy wyższa instancja. Do jasnej cholery.

„Nie mam już siły…. . Ja już na zawsze pozostanę na śmietniku życia” – odpowiedziała.