Klaun (?).

I śpiewa

I skacze

I tańczy

Błaznuje

Pajacuje

Się wygłupia

Szaleje

Się mizdrzy

I ciągle i ciągle

Ma nadzieję

Jutro wszystko sie zmieni

Będę brany poważnie

Jutro będę szanowany

I będę bez maski

A świat patrzy i patrzy

I głośno się śmieje.

I śmieje.

Jak (nie) kochać……

Nadchodzi jesień. Jest to moja ukochana pora roku pod warunkiem, że nie leje i nie wieje tragicznie. Właśnie. Uważam, że świat jesienny jest przepiękny. Szkoda, ze my ludzie również nie piękniejemy na starość; są wprawdzie wyjątki (Helen Mirren, Jane Fonda, Nancy Pelosi czy Pierce Brosnan) ale są to dokładnie jak napisałam wyjątki….. . A szkoda.

I celowo koncentruję się na wyglądzie. Przecież to co kilka razy dziennie widzimy w lustrze jest ważne i ma spory wpływ na nasze samopoczucie i samoocenę. Czasami słyszę, że nie wygląd jest istotny, ale to o jest „w środku”. Naprawdę? Uważam, że żeby do tego środka chcieć dotrzeć coś nas przecież w człowieku musi zainspirować. Od czegoś przecież trzeba zacząć.

„Wygląd to nie wszystko, ale jednak stanowi pewną część tego „wszystkiego„. ( Z netu).

„Jak nie kochać jesieni…

Jak nie kochać jesieni, jej babiego lata,

Liści niesionych wiatrem, w rytm deszczu tańczących.

Ptaków, co przed podróżą na drzewach usiadły,

Czekając na swych braci, za morze lecących.

Jak nie kochać jesieni, jej barw purpurowych,

Szarych, żółtych, czerwonych, srebrnych, szczerozłotych.

Gdy białą mgłą otuli zachodzący księżyc,

Kojąc w twym słabym sercu, codzienne zgryzoty.

Jak nie kochać jesieni, smutnej, zatroskanej,

Pełnej tęsknoty za tym, co już nie powróci.

Chryzantemy pobieli, dla tych, których nie ma.

Szronem łąki maluje, ukoi, zasmuci.

Jak nie kochać jesieni, siostry listopada,

Tego, co królowanie blaskiem świec rozpocznie.

I w swoim majestacie uczy nas pokory.

Bez słowa na cmentarze wzywa nas corocznie”.

(Tadeusz Wywrocki).

P.S.

Jestem zodiakalną Wagą (niedawno miałam urodziny). Stąd te lustrzane dywagacje.

Zaimek.

Kiedy mowię kocham

Kocham

Kiedy płaczę

Powstaje ocean łez

Kiedy odwracam głowę

Spostrzegam wcześniej niespostrzeżone

Kiedy patrzę w niebo

Zło przestaje istnieć

Kiedy z trudem otwieram zlepione snem oczy

Świat wczorajszy przestaje mieć znaczenie

Kiedy samotność rozwala egzystencję

Bezradnie proszę o zrozumienie

Kiedy smutek miażdży duszę

Opatulam się szczelnie twoim wielkim ramieniem.

Horyzont.

Próbowała

I próbowała

Przeskoczyć ponad horyzontem.

A to rozbieg był za krótki.
A to rozbieg był za długi.
A to lało okrutnie.
A to było za dużo słońca.


Zapomniała.
Że kiedy nogi są za krótkie.
To można próbować

Próbować.

I próbować.


Bez sukcesu.
I bez końca.

Happiness.

Szła wolno przed siebie.

Nagle zobaczyła

Leżące po krzakiem

Małe szczęście.

Całkiem

Bezdomne.

Podniosła je

Zaniosła je ostrożnie do domu

I opatuliła szalem.

Poprosiła.

Nie odchodź.

Zostań.


I usiądź koło mnie.

Lecę…..

……….na 10(sic!) dni do Mamy.

Obawiam się, że to być może trochę za długo. Cieszę się, że pobędę z Nią, ale jednocześnie zdaję sobie sprawę z upływającego czasu.

A to nie koniecznie działa na naszą korzyść. Odpuściłam dom rodzinny w wieku 18 lat. Przeprowadziłam się 10 razy. Zmieniłam, dla ukochanego człowieka, kraj. Dla niego zamieszkałam bym, gdyby była taka potrzeba, nawet w piekle. Przeżyłam 27 operacji….itd. itp. i bla, bla, bla. To wszystko jakoś mnie ukształtowało i stworzyło postać, którą aktualnie jestem. Mama ma na swoim koncie także sporo pozytywnych i negatywnych zdarzeń. Obie sporą cześć dnia jesteśmy same i to ma duży wpływ na nasze zachowania. Ot, takie popularne, ale istotne, wolność Tomku w swoim domku. Z wyjątkiem weekendów do godz. 19.00. z totalną dowolnością decyduję sama co, kiedy i jak robić. Lub nie robić. Te wszystkie osbowościowe plusy dodatnie i plusy ujemne miedzy innymi z tego się rodzą.

Ale bognna bądź dobrej myśli. I bardzo, ale to bardzo proszę wszystkie moce tego świata o cierpliwość i wyrozumiałość dla rodzicielki.

Po powrocie do Belgii będziemy mieli przez tydzień gości.
Kiedy więc ponownie odzdechnę i ponownie dojdę do siebie to coś napiszę.

Ciao.


Prośba.

Rozkołysały się drzewa na wietrze.

Szemrała cicho rzeczka.

Zaśpiewał kos w leszczynie.

Zamknęłam oczy.

Odpłynęłam bardzo daleko.

Do krainy bez bólu.

Bez cierpienia.

Zastaliśmy sami.

Zakołysała się ziemia.

Splotły się razem dwa istnienia.

Trwaj chwilo.
Trwaj.
I proszę.

I błagam.

Niech nic się nie zmienia.