Spać!

                             Sprawa tak prozaiczna, że aż głupio o niej pisać. Dzisiejszej lub raczej wczorajszej  nocy spałam nie przerwanie, aż przez 6 godzin. 6 całych godzin! Cudowne, naprawdę cudowne uczucie takie spanie bez przebudzenia, jednym ciągiem. Ludzie, którzy tak śpią zawsze lub chociażby często nie mają pewnie pojęcia jaki to WIELKI skarb.

                       I jeszcze na dodatek to przebudzenie się nad ranem w tych tak wielkich, tak ciepłych i tak kochanych ramionach….. .

 


Studentka.

                                        Niedawno pisałam, że czuję się lepiej. Tak więc zainspirowana tym wydarzeniem postanowiłam wrócić na moje studia, na język włoski. Dyplomów mam wprawdzie co niemiara, ale co tam. Leżą sobie ślicznie w szufladzie, zbiera się na ich kurz, a niektóre to nawet nie wiem gdzie się podziały. Totalnie bezużyteczne, ale mam, są moje i nikomu nie oddam. Taki pies ogrodnika. A co.

                                       Ponieważ nie zrobiłam absolutnie nic „ w tym temacie” przez trzy lata to komputer odrzucił moje dane i polecił mi skontaktować się osobiście z sekretariatem. Mądra bestia i wie co należy robić. Dzwonię, ale nikt nie ma czasu (początek roku akademickiego, prosimy zrozumieć) trzeba się więc specjalnie umówić. Dostaję audiencję i idę. Niby niedaleko, ale dla mnie to oczywiście spory kawałek drogi.

                                     W sekretariacie konsternacja i nikt nie wie co ze mną zrobić i na jaki rok mnie zapisać. Dotarłam bowiem do piątego, ale z powodu wiadomej przerwy chciałabym wrócić na trzeci, gdyż piąty aktualnie wydaje mi za trudny. Wzywają szefa sekretariatu. Szef rozumie moją sytuację, bardzo chciałby mi pomóc, ale wiadomo przepisy, przepisy, przepisy…….. . Mam o dwa lata (3 i 4 rok) zaliczone za dużo. Sytuacja wydaje się być patowa. Przychodzi szef szefa i także wydaje się być bezradny. W końcu ktoś wpada na pomysł, ze istnieje możliwość rozłożenia nauki na dłuższy termin jeżeli ktoś jest np. chory. Mają moje zaświadczenie o chorobie i o konieczności przerwania nauki. Po dwóch godzinach, licznych telefonach i konsultacjach udaje mi się dostać na trzeci rok. Ufff.

                                  Aaaaaa……..zapomniałam tylko wspomnieć, że ta klauzula dotycząca rozłożenia nauki na dłuższy termin to dotyczy osób dotkniętych chorobami psychicznymi.

 

 

The power of fantasy.

                         Wystawa widziana jeszcze przed wyjazdem na wakacje, ale nie zdążyłam napisać.

                         Zwykle opisuję sobie w tej kategorii wydarzenia kulturalne czy książki, które mi się bardzo spodobały. Tak samo miało być tym razem. Wystawa sztuki polskiej w Palais Des Beaux-Arts w Brukseli pod patronatem wielkich nazwisk: Alberta II (aktualnego króla Belgii) i prezydenta Komorowskiego. Towarzyszyły nam spore oczekiwania, gdyż wystawiano dzieła ludzi raczej w Polsce znanych: Mirosław Bałka, Monika Sosnowska, Tadeusz Kantor czy Wilhelm Sasnal. Ale….Boże pomiłuj.

                          Wszystko tworzone jakby przez amatorów czy przez dzieci z przedszkola. Nie ciekawie, nudno, bez polotu. Nie spodobało się nam prawie nic. Zawsze myślałam, że pani Abakanowicz wielką artystką jest, a tu wisiała wielka, zakurzona, zielona szmata mająca prawdopodobnie coś symbolizować. Ratunku. Albo kilka połamanych desek i mebli złożonych w wielką kupę. Nazwiska artysty nawet nie próbowałam zapamiętać. Przecieraliśmy oczy ze zdumienia. Wystawa jest częścią całego cyklu trwającego bodajże do grudnia “Poland in focus” poświęconego rzecz jasna Polsce. Mieliśmy w związku tym wydarzeniem dość rozlegle i ambitne plany, ale chyba nam trochę przeszło. Szkoda.

To ma być znana w świecie, współczesna sztuka polska?

                        Ok. można nam zarzucić, że nie jesteśmy znawcami czy koneserami sztuki, ale co z tego? Chyba właśnie dla takich ludzi jak my ta wystawa była przygotowana? Jednym słowem, jak dla mnie, kompletne fiasko i żenada. Niestety (a tak w zasadzie to na szczęście) nie zabrałam ze sobą aparatu fotograficznego żeby móc tutaj coś pokazać.

 



Intimissimo.

                                  A nawet bardzo intymnie. Moja choroba jest ze mną zawsze 24/24 godziny i 7/7 dni w tygodniu. Chyba intymniej już nie można.

                                   Ale ostatnio czuję się lepiej. I to zupełnie, ale to zupełnie nie wiem dlaczego. Nic się tak w zasadzie nie zmieniło. Mam te same od lat lekarstwa i tych samych od lat lekarzy. Lekarstwo jest relatywnie nowe, skuteczne i koszmarnie drogie. Łatwe w użyciu: ot jeden zastrzyk do brzucha raz w tygodniu i po wszystkim. I pomyśleć, że gdyby nie szczodry podatnik belgijski płacilibyśmy miesięcznie za kurację ponad 1200 euro! Niech żyją więc wysokie podatki i solidarność społeczna (wiem, wiem, że są to bardzo niepopularne poglądy) dzięki którym miesięczna terapia kosztuje nas całe 10 euro. Lekarze jak zawsze mili, uprzejmi i kompetentni.

                            Prowadzę ten sam tryb życia i bycia. Wiem, że ta sytuacja wcześniej czy później się skończy, gdyż już bywało tak w przeszłości. Wszystko może szlag trafić jutro, pojutrze lub np. bezpośrednio po opublikowaniu tej notki. Ale carpe diem.

W cuda osobiście nie wierzę, ale może to jeszcze troszeczkę tak pobędzie?

 



Powrót do przeszłości 2.

Most.

Göltzschtalbrücke (most nad doliną Göltzsch) – most kolejowy, największy ceglany most na świecie, jego długość wynosi 574 m. Został zbudowany w latach 1846 – 1851 przy użyciu ponad 26 milionów cegieł. Obecnie stanowi część linii kolejowej Reichenbach im Vogtland – Plauen.

 

 

Laznie.

Na tym, a także na następnym zdjęciu Františkovy Lázně w Czechach.


 

Laznie2

 

 

Dom z oczami.

Dom z oczami – Zwicaku.


Swidnica.

Świdnica.

 

Plastelina.

Plastelina.Jeden twój dotyk

I cała jestem

Jak plastelina.

 

Miękka

Oddana

I tak się prężę

I tak się wyginam.

 

Lepisz mnie ciągle

Czule

Wytrwale.

 

Tutaj ulepszasz

Tutaj dodajesz.

 

Jak plasteliną mną
się zabawiasz

 

Tutaj coś zmieniasz

Tutaj poprawiasz.

 

Ludzik malutki

Laleczka słodka

Wciąż podziwiana

Ślicznie!

Cudownie!

Słowa uznania.



 

Tak ulepiona

Stoję na półce

I się zakurzam.

Czas jakoś leci.



 

Jak plastelina

Pewnego dnia

I tak wyląduję

Gdzie moje miejsce

W koszu na śmieci.