Tak się właśnie czuję. Jak zdechła ryba.
O samotności już pisałam. O tęsknocie także. O smutku również. I o kolejnej, prawie w całości wypitej, butelce wina także.
Co mi pozostaje?
Ano poezja. I jak zawsze niezawodna MPJ:
„Meduzy rozrzucone niedbale,
Muszle, które piasek grzebie,
I ryba opuszczona przez fale
Jak serce moje przez ciebie”.
Byle do jutra. Jutro bowiem skończy się moja samotność, a pojutrze zaczyna się w Belgii długi weekend.
Byle do jutra więc.