Obejrzałam z dużą ciekawością. Film nakręcony przez zdecydowanego fana i miłośnika Gainsbourga przez co chcę powiedzieć, że nieobiektywny. Nie jest w pełni autobiografią, chociaż, rzecz jasna, opowiada o życiu i twórczości tego kontrowersyjnego twórcy. Życiu krótkim, barwnym, pełnym pięknych kobiet, papierosów i hektolitrów alkoholu.
Sam Gainsbourg rewelacyjnie podobny od oryginału. Napiętnowany swoim rosyjsko-żydowskim pochodzeniem i prześladowany przez potwora „La Gueule” często wzbudzał wręcz moją litość. Kontrowersyjny, cyniczny. Prowokator, ale jak dla mnie, geniusz. Film zwariowany, poetycki, mogący powstać chyba tylko we Francji i tylko dla prawdziwych miłośników piosenki i muzyki francuskiej. Rewelacyjna Laeticia Casta jako Brigitte Bardot.
Artysta zmarł w 1991 roku na atak serca „częściowo na własne życzenie” cytując Jane Birkin.
Według mnie Serge Gainsbourg jest nieśmiertelny chociażby dzięki temu utworowi: