Monthly Archives: March 2017

Oczekiwanie.

Oczekiwanie. Zawisło szczęście na sznurku

 I wisiało.

 Uroniło to szczęście na sznurku

 Łzę

 I płakało.

 

 Nie płacz szczęście

 Proszę

 Naprawdę nie trzeba.

 

 Ktoś

Kiedyś

Być może

Cię przygarnie.

 

I przychyli nieba.

 

I wisiało to szczęście na sznurku

I wisiało.

 

I czekało to szczęście na sznurku

 

I czekało.

 



Kliku, kliku……

Stary pryku. No bo co tu pisać?


                  Czuj
ę się źle, a nawet gorzej. Sytuacja z moimi plecami jest, bez dramatyzowania, tragiczna.
Operacji nie będzie.

Po raz kolejny odwołaliśmy przyjazd do Polski. I co?

                   Ano rozpacz, smutek i współczucie? Słowa, maile i telefony pocieszenia? Przykro im? Akurat. Dream on it.


Usłyszeliśmy:

– aaaa…….. to mogę planować bez przeszkód swoje wakacje. Ano możesz i powodzenia. Siostro jedyna.


Albo na zaproszenie rodziny męża w zamian do nas:

– a wiesz jak to daleko? Nie, nie mamy pojęcia, gdyż do tej pory jak te gupki regularnie przejeżdżaliśmy te 1352km zupełnie nie mając o tym pojęcia.

Albo:

– ale to musiałbym wziąć urlop, a z tym w mojej pracy ciężko. Sam wiesz. Tak ciężko, że w ubiegłym roku brat i bratowa męża polecieli do Portugalii i Hiszpanii, pojechali nad polskie morze i na dwa tygodnie na Ukrainę. Dobry Bóg ich pokarał jazdą autobusem 20h tam i 24h z powrotem. Dobrze im tak.

                    Rodzina zachowuje się jakbyśmy mieli dżumę, aids i cholerę razem. A nie mamy. Mamy “tylko” RZS. I nie, ja nie potrzebuję pomocy. Kiedy sobie nie radzimy np. z porządkami czy z ogrodem to stać nas na wynajęcie naszej Anety. Aneta przychodzi chętnie, gada nieustannie, ale sprząta rewelacyjnie. Constantin czuje się w naszym ogródku jak we własnym. I po problemie. Na dodatek zachowujemy się przyzwoicie, nie mlaskamy, nie gyrcamy* i nie puszczamy bąków. Ok, puszczamy i gyrcamy, ale nie publicznie.


                    Z tego co wiem to goście czują się u nas świetnie. Potrafię dobrze gotować i znamy się na winach. Jesteśmy elokwentni, wykształceni, wielojęzyczni. I skromni, rzecz jasna.

Nie śmierdzimy. Wręcz przeciwnie; wydajemy całkiem sporą kasę na dobre zapachy.

Ja nikogo nie epatuję swoją chorobą. Niepytana nie opowiadam o swoich cierpieniach, bólach i operacjach. W końcu po to mam bloga. Naprawdę nie ma się czego bać.

 

                 Piszę to jako osoba sfrustrowana i zawiedziona? Tak, jak najbardziej tak. Chyba pójdę w poniedziałek na jakieś szmatowe zakupy, albo zetnę jakieś drzewo. Najlepiej u sąsiadów.

gyrcać – to śląska gwara i znaczy, że się komuś nieprzyjemnie odbija po jedzeniu. Używam stale ponieważ mi się to słowo podoba.

P.S.
Proszę, nie róbcie tego chorym ludziom. Dobre słowo jest praktycznie za darmo, a wartość ma ogromną.



Den Haag II.

              Pogoda była przepiękna, cieplutko i bez deszczu. Ale gdyby komuś jednak było zimno to, praktyczni do bólu Holendrzy, wymyślili takie właśnie ogrzewanie restauracyjnych stolików. Bardzo, bardzo urocze, ale także użyteczne.

 

Den Haag6.

 

           No i na koniec taka perełka. Otwarty pisuar w samym środku miasta używany powszechnie i bez żenady.



Den Haag7.

 

                               A teraz smutna i przykra niestety dygresja. W tramwaju spotkałam dwóch kompletnie nawalonych i śmierdzących niewiarygodnie Polaków. Pili alkohol z butelki podczas jazdy (!). Jeden mówi: „Co się przejmujesz, tutaj i tak nikt ci nie zwróci uwagi”. I to akurat jest prawda. Pasażerowie czmychali niczym poparzeni, a komentarzy, ze zwyklej przyzwoitości, nie zacytuję. Już chciałam jednak zwrócić im uwagę, ale się rozmyśliłam. Nie, nie ze strachu, ale ze wstydu i z obrzydzenia.


Jedni hańbią Polskę w Brukseli, a inni w Hadze. Każdy na swój własny sposób. I każdy skutecznie.

 

Den Haag.

                       Spędziłam w tym pięknym mieście kilka dni.
Haga jest nie tylko urzekająca, szczególnie jej stara część, ale także bardzo ważna dla Holandii oraz dla Europy. I to właśnie Haga jest stolicą Niderlandów, a nie Amsterdam.

Wymądrzam się?
Pewnie. Kto bogatemu zabroni, jak mawia moja siostra.  

                    Haga to nie jest wielki, przepełniony Amsterdam czy Rotterdam. Jest spokojnie i dla ludzi. Wszędzie można dojechać na rowerze, a komunikacja miejska jest super. Nie tylko punktualna, ale także czysta i przyjazna ludziom niepełnosprawnym.

Zamieszczam parę, jak zwykle wysokiej klasy, zdjęć.

Den Haag.


Den Haag1.

 

Wejście do China Town.



Den Haag2.

 

Den Haag3.

 

 Den Haag8.

 

Den Haag4.

 

A tu pracuje król.



Den Haag5.

 

 

 Często stare miesza się z nowym i nie wiem czy mi się to podoba.

 

 

C.d.n.

 



Prognoza pogody.

Prognoza. Zachmurzyło się niebo

 I co komu do tego?

 

 Zachmurzyło się czoło

 A w koło tak wesoło.

 

 Zachmurzyła się dusza

 Nikogo to nie wzrusza.

 

 Zachmurzyło się serce

 Choć od lat w poniewierce.

 

Zachmurzona cała bognna

Choć to prawda niewygodna.

 


Wszędzie tylko chmury, chmury

Świat jest szary i ponury.

 

Wiary i nadziei brak.

 

Został tylko deszczu smak.