Monthly Archives: February 2017

Muzyczny orgazm.

         No to jest po prostu cudo.


     Można sobie siedzieć na własnej sofie, nawet w kapciach i w piżamie, w ciepełku, popijać to co się chce i z kim się chce, a najlepsi muzycy grają, grają i grają. Niedawno tak się zasłuchałam, że prawie straciłam rachubę czasu.

Taki orgazm muzyczny zdarza mi się nieczęsto. A szkoda. Wielka szkoda.

Żyć nie umierać.


The Berliner Philharmoniker

 

 Z serca polecam.

 

P.S.

               Aaaa….zapomniałam dodać, że można także w czasie koncertu smarkać, kaszleć, kichać, gadać czy , o zgrozo, rozmawiać przez telefon. I nikt się nie gorszy.



Ja.

RZS.

 

Czyli:

 

Emocjonalnie. Jestem skończona.

Psychologicznie. Jestem wyczerpana.

Duchowo. Czuję się martwa.

Ale ciągle się uśmiecham. 

 

                                                    (Tłum. angielskiego własne).

 



Iluzja.

 Gdzieś byłam.

 Kogoś kochałam

 Marzyłam

 I śniłam.

 Podobno

 Świeciło słońce

 I grzało

 Zmarznięte dłonie.

 

 Podobno

Piękny motyl

Usiadł na mojej dłoni.

Otuliłeś go ręką by od wiatru osłonić.

Podobno

Chciałeś

Mnie przytulic.

Niestety

Budzik zadzwonił.




Marzy mi się…..

No właśnie co?


                      Ludzie marzą o wielkich pieniądzach, willach, jachtach czy samolotach. Marzą o podróżach. Nie należy pomijać marzeń o samochodach.

Ludzie marzą o wielkiej miłości czy o nieprzemijającej urodzie.

A ja?
Ja marzę bardzo trywialnie o tym żeby chociaż raz przespać całą noc. Takie na przykład 8 godzin. Bez przebudzenia z bólu i bez łykania tabletek, które dosłownie zwalają mnie z nóg i rano jestem prawie nieprzytomna.

Chociaż jedną noc proszę. Bardzo proszę.
Amen.




Konsylium……

……lekarskie się  zebrało.

Dywagowało, myślało i po brodach się drapało. Widział ktoś może profesora bez brody?

Konkluzja w sprawie mojej ewentualnej operacji kręgosłupa jest oczywista. Żaden z nich nie odważy się jej przeprowadzić.

A moja konkluzja?

D*pa zimna. Ot co.




Hura.

hURA;

 

Dzisiaj, jak co roku zresztą, będę świętować. A jest !+%¨^&=:#µ] co.

                       Niech żyje ból, ból i jeszcze raz ból. Niech żyją nieprzespane noce, zniekształcenia i operacje. Niech żyją połykane kilogramy lekarstw. I nich w końcu żyje depresja, zmarnowana szansa na pożyteczne życie, bezsilność i zależność od innych…. .


                        Dzisiaj, tradycyjnie, odbędzie się przyjęcie. Wpadnie, zwyczajowo już, Barack (bez Michelle), Georges (bez Amal), tutejszy król Filip (bez Mathilde) oraz inni. Mile widziany jest Donald T. (czytaj Tusk).
Małgorzata jest zdaje się daleko. I dobrze. Nikt jej tutaj nie widział i o niej nie słyszał. I tak trzymać.

                    Baby niech siedzą w domu. Jedyny wyjątek zrobiłabym bardzo chętnie dla Angeli. Szkoda, że zajęta. No cóż, nie można w życiu mieć wszystkiego, a raczej wszystkich.

William i Harry nie są niestety avaible dzisiaj wieczorem.
Będzie Roger, a Mirka zostanie z dziećmi.

                 Kancelarie walczyły o zaproszenia dla Jarosława, Andrzeja i Vladimira, ale odmówiłam. Stanowczo.
Nie mogę się doczekać na życzenia i prezenty. Już w wyobraźni widzę lejący się szampan, perły i diamenty. Ha;)

Dzisiaj, jak co roku zresztą, będę świętować. A jest !+%¨^&=:#µ] co.